sobota, 17 października 2015

Epilog.

Epilog.
Są ludzie, którzy dają sobie radę z problemami, od innych nie chcą się one odczepić, tylko przylegają jak brud.
Na szczęście mnie to nie dotyczy. Jestem wolnym człowiekiem, który będzie grał w zespole. O tak, marzenia się spełniają. Gram na gitarze elektrycznej i wraz z Ashtonem, poznanym wcześniej studentem Calumem oraz Luke’iem, tworzymy „5 seconds of summer”. Nazwa.. została wymyślona, gdy ja chodziłem na zajęcia do szkoły policealnej. (swoją drogą zdziwiłem się, że dostałem tam miejsce) Pamiętam.. z rozmarzeniem obserwowałem tykający zegar i nagle coś mnie olśniło. Pani powiedziała mniej więcej „Do lata zostało kilka sekund, może pięć lub więcej, a wy musicie siedzieć w ławkach i tak dalej”. Dlatego, no… początkowo chłopaki musieli się zgadać z Hoodem, ponieważ musieli trochę go poznać, z resztą nieważne. Czasem wyobrażamy sobie, że jesteśmy australijskim zespołem albo nawet z USA, lecz cała nasza czwórka pochodzi z UK.
Tak jakoś.. wybiliśmy się jedną piosenką „Heartbreak girl”, niestety nie za wysoko. The Vamps wciąż na topie. A mogliby nam odrobinę pomóc. Jesteśmy tacy punk, oh yeah. Żartuję. Z wyglądu.. „wo hoo rockowy zespół!” a z muzyki „śmierdzi mi popem”. Z kolorami włosów nie eksperymentuje. Generalnie trzymam się niebieski/czarny razem lub osobno. Chyba czas powoli odkładać na perukę…
-Tatusiu nie pisz już tyle! – przerwała nam podczas nagrywania, mała Sophie… moja córka. Tak, minęło dokładnie 6 lat odkąd wyszedłem z ośrodka i z każdym dniem czuję się coraz lepiej!
Roześmiałem się na widok jej naburmuszonej minki i wziąłem ją w ramiona. Włosy odziedziczyła zdecydowanie po mnie.
-A gdzie zostawiłaś mamę, hm? – dotknąłem jej noska, na co blondynka podrapała rączką dotknięte miejsce.
-Nie wiem – wzruszyła ramionkami. Pewnie ktoś zada pytanie „Kto jest matką tej dziewczynki”. Wszyscy ją znają. Moja inspiracja, moja muza, mój jedyny powód abym wstawał codziennie rano, moje drugie oczko w głowie (zaraz po córce), moje słońce, moja wybawicielka…
-Tutaj jesteś! Och, mówiłam ci, żebyś nie przeszkadzała kiedy tatuś nagrywa z wujkami – Chan założyła ręce na klatce piersiowej w geście „jestem zła, że musiałam za tobą biegać po całym studiu, ma ochotę wracać do domu, a potem wyżyć się emocjonalnie na swoim partnerze”.
-Ale ja usłyszałam muzykę, oj mami nie bądź zła. Tata da buzi i zły humorek zniknie. – przytuliła się do jej nóg. Ashton udał, że się wzruszył i niewidzialną chusteczką otarł policzek. Pff nie zabawne.
-Kurde.. wzruszyłem się, stary gdzie są takie laski? Masz zajeb.. – zanim dokończył zdanie zgromiłem go wzrokiem. Pewnych słów nie mówi się przy dzieciach. –Bocian przyniósł ze sobą ładnego brzdąca – szturchnął ramieniem Luke’a. Ten prawie spadł z krzesła. Pewnie został wyrwany z krainy marzeń i nie wie o co chodzi. Typowe.
-Zazdrościsz? Trzeba było Tam szukać koleżanek, tyle Ci powiem. – wstałem i objąłem moje kobietki. –Jak tylko skończę pracę, zabieram was do Mc Donalda i.. – pogroziłem Channtelle palcem. Już chciała wtrącić swoje „Nie idę, nie mogę przytyć” A a a. Ona jest dla mnie idealna. Wolę mieć dziewczynę z ciałkiem (tylko nie przesadzajmy) niż wieszaka, lub po prostu za chudą. –Tobie skarbie zamówię największy zestaw – cmoknąłem ją w policzek. Wiedziałem, że te słowa nie pocieszyły brunetkę.
-Chłopaki, bierzemy się za „Don’t stop” ! – krzyknąłem. Ok, były chwile czułości, lecz zalegamy z materiałem!
(…)
Czy Mc Donald może być bardziej romantycznym miejscem na zapytanie się czy ukochana osoba zgodzi się poślubić.. na przykład mnie? Nie mam kompletnie zielonego pojęcia, czas się o tym przekonać.
Od dobrych pięciu lat moi rodzice, jak i jej trują nam o ślubie. Fakt.. mamy razem dziecko, wychowujemy je jak zwyczajne małżeństwo… którym formalnie nie jesteśmy. Wcześniej nie miałem czasu.. dobra, nie będę kłamał, nie miałem odwagi aby zapytać oto. Miałem pewne obawy czy wytrwamy razem aż taki kawał.
Pomysł na takie miejsce.. wpadł do główki naszej małej. Oglądałem z nią album, gdy Chan była w pracy. Pytała dlaczego nie ma żadnych zdjęć mamy w białej sukni. Właśnie na tym zostałem przyłapany. W sekrecie wyjawiłem plany i.. tak strasznie się ucieszyła! Że będzie sypać kwiatki przed mamusią i tak dalej. Umowa była jedna. Ma być cichutko, aż do tego nieszczęsnego „maka”.
Scenariusz przebiegał według mojej myśli. Złożyłem zamówienie, a one usiadły przy stoliku. Gdy zobaczyłem chłopczyka z iphonem dostałem ciarek na plecach. Kto normalny daje telefon małemu dziecku? Nasza dostanie na dwunaste urodziny, nie prędzej. Po otrzymaniu torebek, do jednej z nich włożyłem małe pudełeczko. „Ale jestem oryginalny, geniusz to mało powiedziane!”.
-Oo kucyk! – pisnęła uradowana Soph. Chan lekko zdezorientowana patrzała na swoje jedzenie. Nawet nie wyłożyła na stół, tylko zaniepokojona patrzała w głąb. Czyli.. wystraszyłem ją? Ugh, nie tak miało być..
-Mikey.. czy aby dobrze wziąłeś? Coś tu się nie zgadza.. – wyszeptała. Cholera.. jakim cudem mam zachować teraz spokój, żeby nic nie wygadać.
-To wy zamawiałyście, ja płaciłem i odbierałem. – powiedziałem próbując nie uśmiechać się. Ahh…
-Ok.. więc dlaczego mam pierścionek? Nie, nie to kogoś, źle się czuję, weź to oddaj, pewnie.. – zaczęła szybko „nadawać”, natychmiast wziąłem pudełeczko z ręki, zanim ruszyłaby w stronę kas.
-Channtelle Stanley, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną? – nie przegiąłem z głośnością? Nie zwróciłem na to uwagi, bo zaskoczona dziewczyna miała łzy w oczach i usta zakrywała ręką. Sophie cicho mówiła „powiedz tak, powiedz tak”. Ona jednak nie potrafiła wypowiedzieć ani słowa. Pokiwała głową, a gdy wsunąłem na jej dłoń znak naszych zaręczyn, rzuciła mi się na ramiona, w skutek czego upadłem na plecy. Nie zastanawiając się złączyłem nasze usta, w efekcie słysząc „fuu” od córki. Takiego szczęścia w oczach ukochanej jeszcze nie widziałem.
-Przepraszam, że jestem mało romantyczny, tylko na tyle mnie stać.
-Wystarczy, że jesteś sobą, wystarczy – zaśmiała się przez łzy.
-Tatoo a gdzie jest moja cola? – mała zrobiła smutną minkę, zmuszając nas abyśmy wstali. Rzeczywiście, nie zabrałem napojów, przez co pani przy kasie zakrywała usta od śmiechu. Eh, zdarzają mi się takie momenty.
(…)
-No to nasze fanki nie będą zbytnio zadowolone, gdy się dowiedzą, że nasz gitarzysta jest żonaty i ma dzieci. Musisz się liczyć z dziwnymi sytuacjami. – Calum poklepał mnie po plecach na weselu. Extra życzenia! Bardziej pesymistycznych nie potrafił wymyślić!
Kilka minut potem, po wzniesieniu toastu pary wirowały na parkiecie. Znaczy się.. nie jestem zbyt dobrym tancerzem, więc wraz z Chan kiwaliśmy się w rytm muzyki. Magiczne chwile.. kto by się spodziewał, że ożenię się z tą dziewczyną, która.. wyciągnęła starego Michaela z dołka?
(…)
-Mikey! A gdzie to postawić?! – wydarł się Luke. Grr nie dosyć, że idę z córką, to niosę mega ciężką torbę plus siatki z jedzeniem. No tak. Człowiek musi sobie radzić generalnie sam, kiedy żona wyjeżdża do siostry.
-Byle gdzie! Hemmings szybciej tam i pomóż mi! – odpowiedziałem. Jeny jakie to ciężkie. Nienawidzę przeprowadzek.
-Tata, ja muszę do toalety.. – wymamrotała Soph. Ok, nerwy dzisiejszego dnia nie raczą odpuścić chociaż na chwilę.
-Jak przeciśniesz się, to leć do wujka dobrze? – w odpowiedzi pokiwała główką. Po pięciu minutach dotarłem do celu, dosłownie padając na kanapę. Co za pomysł, żeby cały zespół mieszkał w jednym budynku? Ekhem, wspaniałomyślny Ashton na to wpadł. Cztery apartamenty, które mają po kilka pokoi, mamy do siebie blisko, i co jeszcze? Może tak jadajmy razem posiłki! Bądźmy jedną wielką rodziną! Odgarnąłem blond włosy z czoła. Łoo.. mógłbym zasnąć w kilka sekund, gdyby nie świadomość, że mam w opiece małą istotkę, która… zaraz dorwie Luke’a i będzie „ja chce na konika!” i on weźmie ją na plecy. Dzieci.. kolejnego nie planuję, o nie. Muszę uprzedzić Channtelle o moich zamiarach. Soph zupełnie mi wystarczy. Przecież nie chcę przeżywać powtórki z rozrywki „wstawaj w nocy, bo dzidzia płacze. Uspokajaj dzidzię. Chodź przez cały dzień wkurzony na własne dziecko!” Zabrzmiało to trochę dziwnie, ale.. no kto by się nie denerwował, kiedy masz piękny sen, a tu bum! Koniec, twoja potomkini Cię wzywa, zgłodniała albo ma brudną pieluszkę. Chociaż.. czas pokaże. Kolejne bobo.. hm. Stoop. Jeszcze będę chciał…
-Tak królewno leż sobie, a ja zajmę się twoim domem, super pomysł! – wystraszył mnie swoim głosem Hemmings. Tak się nie robi.. nie straszy się najlepszych przyjaciół. Tego nie mamy w umowie…
-Nie przesadzaj..
-Ależ oczywiście. Słuchaj pojutrze gramy koncert, a ta pani Clifford wraca za trzy dni.. co z ..
-Zostanie u moich rodziców, nie przejmuj się, wszystko ustalone. – uśmiechnąłem się pod nosem. Niech załatwia swoje sprawy, bez interesowania tymi moimi. Jestem zaradny w końcu!
-Wuja Aszi! – pisnęła czterolatka i rzuciła się w ramiona perkusisty. Kolejnego głodomora przywiało w moje skromne progi…
(…)
A teraz stoję tu. Trzymam gitarę w dłoni i odwalam z chłopakami kawał dobrej roboty. No i co, że niedługo stuknie nam po trzydziestce, ważne że naszą muzyką uszczęśliwiamy fanów. 5 Seconds of Summer podbija świat. Na początek przed nami mała trasa koncertowa po całej Anglii i Europie, a później? Kto wie. Chcielibyśmy aby jakiś super znany zespół zgodził się na nasz suport.
Kolejny angielski boyband?*
Nie tym razem. My preferujemy rock i wcale nie potrzebujemy innych muzyków. Sami gramy.
W pośpiechu odgarniam swoje lekko zielone włosy. Kto by się spodziewał.. odnalazłem swoją pasję i nikomu to nie przeszkadza. Na chwilę patrzę na Chan i Sophię. Mój cel został osiągnięty.
Mam rodzinę, nie mam problemów, a za moimi plecami stoi morze fanów. Czego chcieć więcej? A no tak.. abym po raz kolejny nie stoczył się na samo dno, jak kilka dni lat temu.
Człowiek się zmienia.. diametralnie. Cieszę się, że moja zmiana była w pewnym sensie pozytywna.
-A teraz wszyscy! – krzyknął Calum do mikrofonu. –You look so perfect standing there in my american aparel underwear…

KONIEC.

--------------------------------------------------------------
Przez ile czasu publikowałam to opowiadanie? Nie mam zielonego pojęcia, ale wiem, że bardzo zwlekałam z rozdziałami. Nie chcę zwalać wszystkiego na problemy z plikiem, ponieważ jakoś od niedawna rozpoczęłam nową historię. To.. leżało, czekało aż mi się przypomni, że nie skończyłam.
Nie wiem czy chcecie drugą część, to co się dzieje kiedy Michael jest już w zespole..
Generalnie o wiele, wiele szybciej mogliście przeczytać to na wattpadzie. Opowiadanie jest pod tą samą nazwą + kontynuacja "Zostań ze mną" znajduje się również.
W ogóle.. ktoś czekał, aż dodam coś? Nie pojawiły się komentarze. Z waszej strony zero reakcji.. nikogo nie obrażam, ale.. tak było.
Jedynie dziękuje za wszystkie wyświetlenia oraz wspaniały szablon jaki mi wykonała NatX z Wyimaginowanej Grafiki.
To tyle.. na koniec chcę dodać, że publikację najpierw zaczęłam na blogspocie, a później przerzuciłam historię na wattpad. Być możliwe, że się poddałam widząc brak jakiegokolwiek zainteresowania.
Przepraszam i do zobaczenia w innych opowiadaniach.
Zapraszam: memory-fanfic.blogspot.com