poniedziałek, 25 maja 2015

Rozdział dziesiąty - pomóż mi, bez Ciebie nie dam sobie rady.

Po tym jak wszedłem do sali, od razu dwóch facetów posadziło mnie na krześle. Momentalnie zrobiło mi się czarno przed oczami. Strach tak działa.. przyspiesza bicie serca, a system samoobrony przestaje działać. Cały drżałem. Próbowałem skupić na słowach kierowanych w moją stronę. „Otrzymasz produkt testowy, w razie zaburzeń nie wzywaj lekarki. Jesteś naszym eksperymentem”. Wstrzymałem oddech słysząc to. Ja? Eksperyment? Kurwa, to jakieś żarty? Chwilę potem leżałem w łóżku. Nadal w pomieszczeniu na dole.
-Nie możemy mu tego zrobić, zaczął robić postępy.. – mówiła przerażona pielęgniarka, ta sama, co podawała leki każdego dnia. Niestety debil jej przerwał.
-Zamknij się! Nie obchodzi mnie twoje zdanie. Ja tu odpowiadam za nich wszystkich jasne? Ten chłopak nie wyjdzie stąd, chyba że w trumnie. Postępy nic nie znaczą. Nie chcemy przecież w ośrodku drugiego Parkera, prawda? No właśnie. Wychodzę, podajcie mu to dożylnie.
-Co zrobić jeśli zasłabnie?
-Cokolwiek.  – zrzucił biały fartuch. Ok.. ten człowiek miał pomóc.. wydostać się z problemu, a.. skazuje na śmierć. Może myśleli, że przeraziłem się na tyle, aby ich nie słyszeć.. cóż.. słowa roznosiły się echem po mojej głowie, ale jedno uderzyło ze zdwojoną siłą. „w trumnie” ilekroć chciałem myśleć o czymś innym.. utknąłem.
Szybko się obróciłem, gdy igła zbliżała do prawej ręki. Nie, nie róbcie tego, postawcie się mu, błagam. W oczy wstąpiły łzy. Krzyk nie potrafił opuścić moich ust, dlatego.. ukłucie nastąpiło.
-Przepraszam.. – wypowiedziała młoda dziewczyna, a ja nareszcie wrzasnąłem.. tyle, że z bólu. Przysięgam, nie będę mógł mówić, bo szał wstąpił w moje ciało natychmiastowo. Jedyne co ostatnie pamiętam, to mocny uścisk przy ramionach, oraz opadające powieki.
„Spadam.. coraz głębiej i szybciej. Nie zatrzymuję się ani na chwilę. Nim się orientuje obok przelatują wspomnienia.. te z dzieciństwa oraz z lat późniejszych. Zabawa z kolegami.. pierwsze farbowanie włosów. Próbowanie gówien.. okradanie, wyrzuty sumienia. Szepty.. pierwsza przyjaźń z Luke’iem. Chan.. początki.. zrozumienie. Nagle przed sobą widzę postać.. wyciąga do mnie rękę. Również wyciągam swoją. Duszę się.. zamykam oczy..”
-Michael! Michael proszę! Obudź się! Nie oddzielą nas! Nie pozwolę im, żeby znowu zrobili Ci krzywdę! Przestanę się ciąć, ale wróć! Proszę, Mikey! – gwałtownie łapię oddech, słysząc pikające maszyny. –Żyjesz! Chwała Bogu – choć nadal nie wiem co dzieje się wokół, czuję jak drobne ciałko przytula mnie w pasie. Zamrugałem kilka razy. Wow.. rozglądam się uważniej. Jestem.. w szpitalu? Ok.. przełknąłem ślinę. Tamten lekarz.. zadzwonię do matki. Powiem wszystko.
-Ja.. nie chcę umierać.. – wyszeptałem, wiedząc że mój głos jest w fatalnym stanie.
-Nie umrzesz! Wstrzyknęli tobie.. myślałam.. od teraz trzymamy się razem. Kiedy przewozili Cię tutaj.. uświadomiłam sobie.. jesteś centrum mojego świata. Zabrzmiało dziwnie, ale.. wyjdziemy z tego.. – powiedziała drżącym głodem. Tak wiele dla niej znaczę. Niech przestanie płakać.
Dziesięć minut później przyszła lekarka, oświadczając, że zostaje moim lekarzem. Wspominała tyle o zaufaniu.. nie mam jej się bać. Co było największym szokiem? Byłem nieprzytomny przez dwa tygodnie. Dacie wiarę? D w a. Przecież.. no.. sam nie mam pojęcia jak czas przyspieszył. Boże.. przez czternaście dni nie dawałem im oznak życia! Leżałem.. urządzenie.. właśnie. To coś pikające uświadamiało.. o stanie w jakim się znajdowałem.

Trochę później przyszedł młody pielęgniarz, przedstawił się jako Calum, student medycyny. Obszedł dookoła łóżko i popchnął do przodu. Zmieniamy miejsce. Znużony oparłem głowę do tyłu. He he, świat wiruje. Przymknąłem oczy. Jedyna rzecz jaka mi wtedy przeszkadzała, to fakt.. ktoś ujął lewą rękę i trzymał ją cały czas.
-Kimkolwiek jesteś.. dzięki.. – wychrypiałem, po czym dostałem uwagę od Caluma. „Oszczędzaj głos, potem porozmawiasz ze swoją dziewczyną, ok?”. Moja dziewczyna.. a to ciekawe.
Nie wiem.. trzy godziny później przyszła Chan. Wraz z Luke’iem. Zdziwiłem się.. dlaczego oni razem weszli do pomieszczenia? Kiedy on się o tym dowiedział? Jakim sposobem, cudem? „Gamoniu a kto odleciał na..”
-dość.. – wysapałem przez zaciśnięte zęby. Niestety od razu zapytali się czemu wypowiedziałem te słowa. Zwierzyć się? Pozwolić na pomoc? Cóż.. nic innego mi nie pozostało. Powiem. Jak tylko będę mógł.
Następny tydzień minął w rehabilitacji. Ciągłe chodzenie za pomocą śmiesznego chodzika. Co najdziwniejsze.. od tego długiego leżenia zapomniałem jak stawiać kroki. Prawa.. lewa.. prawa.. lewa. I od nowa. Zabawne prawda? Troszczą się o mnie. Widać bardzo mocno. A co takiego zapisuje w moim pamiętniku Channtelle.. dowiem się po powrocie do ośrodka. Początkowo byłem niechętny poprzez „uszkodzenie”, ale.. zapewnili, że tamten psychol stracił pracę, a ja wraz z przyjaciółką, będziemy brani pod lepszą „opiekę”. To się nie dzieje naprawdę tak?
(…)
-Jak wiecie.. prawie miesiąc temu nasz podopieczny został otruty. Dlatego od jutra każdy z was zostanie szczegółowo przebadany. Nikt z nas nie orientuje się, czy pan D podał wam truciznę – ogłosiła dyrektorka podczas środowego śniadania. Dopiero teraz reagują pff. Boją się, że już więcej nie trafi tu trudna młodzież i ludzie pracujący tutaj stracą pracę. Przetarłem sobie oczy, spoglądając uważniej na towarzyszkę. Zafarbowała końcówki włosów na fioletowo.. podobno na zajęciach, które ona odbywała. Podoba mi się.. kolor, żeby coś. Nagle gdzieś za jej plecami zauważyłem postać.. czarnoskóry.. ja pierdole..
Zacząłem się trząść. Nie wziąłem leków, a wyobraźnia.. działa.. zmierza w niebezpiecznym kierunku. „Nie wierć się na krześle, nie wierć się na krześle” powtarzałem w myślach, jakby miało pomóc. Tyler.. skąd..
-Go nie ma prawda? – niepewnie spytałem. Dla pewności Chan obróciła się w kierunku wskazanym przeze mnie.
-Nic nie widzę.. Michael..
-Ja.. idź stąd! – krzyknąłem do zjawy. TRZEBA BYŁO WZIĄĆ TABLETKI. Następnie skierowałem się do dziewczyny, wiedząc, że przegram tą walkę. –P… pomóż mi, bez Ciebie nie dam sobie rady.. – syknąłem aby stłumić wszystko dookoła. Od razu zareagowała, siadając na moich kolanach. Szeptała coś o innych. Starała.. opowiadać o każdej osobie. Podkreślała.. „Walczymy razem. Uwolnisz się od demonów przeszłości”.
Grom z jasnego nieba spłynął na stół. Demony przeszłości.. to od nich próbuję uciec.. nigdy na to nie wpadłem.

wtorek, 19 maja 2015

Rozdział dziewiąty -Przeprosiłeś ją? Za co? -Już sam nie wiem.

„Okradliście sklep mojego taty!” odbiło mi się w uszach. W oczy dziewczyny wstąpiły łzy. Po to chciała wiedzieć coś o Ashtonie. Wiedziała, że mogę się wygadać. Poczułem się wstrząśnięty, a zarazem wykorzystany. Gdybym wiedział, jaka reakcja nastąpi, pewnie wspomniałbym, że Ash jest zły i tyle. Nic po za tym! Chan zaczęła się trząść. Gdy próbowałem złapać ją za rękę, natychmiastowo ją zabrała. Co ja mam zrobić? Nic, tylko się przyglądać temu i czekać na dalszy rozwój akcji. -To przez was zaczęły się moje kłopoty, przez was! – krzyknęła płacząc. Jak to.. przez nas? O czym ona mówi. Wziąłem głębszy wdech i próbowałem chociażby wypowiedzieć zdanie. -Jesteś tego pewna? A może to.. nie był Ashton.. – chciałem powiedzieć dalej, ale człowiek w „furii” zawsze przerywa. -Dobrze pamiętam ten dzień! Zepsuliście wszystko. Nie obwiniaj tego chłopaka, też tam byłeś! Gdybym wtedy pamiętała.. – usiadła obok i ukryła twarz w dłoniach. Przeżywa właśnie szok. Rozumiem.. prawda dotarła do niej. Pokręciłem głową. Wciąż nie wiem jak miała kłopoty, przez to durne włamanie. -Ej, uspokój się. A przede wszystkim na spokojnie wytłumacz mi jak.. w jaki sposób.. wiesz o co chodzi. Sorry, w tej sprawie jestem ciemny, tak przyznaję się. Channtelle.. -Nie odzywaj się do mnie! Ok, już mówię, skoro masz krótką pamięć i nie pamiętasz wydarzenia sprzed trzech/czterech lat. Miałam w tym czasie.. piętnaście lat. Wieczorem.. zamykałam sklepik. Mieszkałam jeszcze w Londynie. Nastąpił niefortunny przypadek, bo nie domknęłam drzwi. Dwadzieścia minut później.. przyleźliście WY. Było włamanie! Mój ojciec całą winę zwalił na swoją córkę! Odtrącili.. odwrócili się plecami.. za duże były szkody.. wyprowadziliśmy się. Dziękuję Michael! – tupnęła mocno nogą. Pomyliła się.. jestem pewny tego w stu procentach. Po pierwsze.. nigdy nie włamywaliśmy się w samym centrum miasta, tylko za nim. Londyn, phi. Mniejsze miasteczka były o niebo lepsze. Policja gorsza i te rzeczy. Ona majaczy.. gdy usłyszała o tym, że robiliśmy z Ash’em rozróby.. coś jej źle podpowiedziało. -Za co dziękujesz? Dam się nawet ZABIĆ, za to żeby Ci udowodnić o swojej niewinności! Słuchaj, nie znasz mojej historii, a osądzasz! Przepraszam, okej?! Przepraszam, że jacyś debile zniszczyli twoje relacje z rodzicami! Kurwa, co ja wyprawiam.. – wkurzony zostawiłem ją samą. Nie, nie, nie. Dosyć. Nie będziemy załatwiać spraw. „Postawa.. godna podziwu”. Serio? Sumienie.. punkt dla Ciebie! Sytuacja kryzysowa, a tu.. wyskakuje troll. Ze złości kopnąłem drzwi, wchodząc do pokoju. Wdech.. wydech.. wdech wydech.. potrzebuję z kimś rozmowy. Serce zaczyna niepokojąco przyspieszać, a nie mam zapewnienia czy będę miał nawrót. Staram się.. jak tylko potrafię. Niestety.. taka mała istotka postanowiła się wyżyć na jedynym przyjacielu. Dzięki! Jakby nikt nie widział, mam uczucia.. a czasami ich nadmiar. „jeśli twoje myśli chcą znaleźć inne wyjście, niż za pomocą silnych nerwów.. pomóż im. Macie od tego zeszyt, nie rzucajcie go w kąt, tylko używajcie go jak najwięcej. Efekty zobaczycie na sam koniec waszego pobytu. Będziecie z siebie dumni, że tyle przeszliście i wytrwaliście do końca” – przypomniały mi się słowa „wykładowcy”. Usiadłem przy biurku. Taa.. przydałoby się to zapisać.. może.. co ona ze mną wyprawia. Inaczej wygląda moje zachowanie.. sposób bycia.. wszystko. Najwidoczniej dziewczyny tak wpływają. Przez dłuższą chwilę wystukiwałem jakiś rytm palcami na blacie. Czas zapierdala do przodu i nim chciałem zacząć pisać w ośrodku rozległ się dźwięk sygnalizujący obiad. Ok.. jakim cudem.. nieważne. Gdy wziąłem jedzenie na tacę, skierowałem się w stronę stolików. Chan nie było.. pewnie zabrali ją na badania, po tym jak dostała szału. W skupieniu przyjrzałem się posiłkowi. Gotowane ziemniaki, kotlet mielony i jakaś surówka. Wow po raz pierwszy nie chcą nas otruć. Dlaczego jest mi smutno? Przecież nie jestem babką przed okresem, litości. Kiedy kończyłem jeść, ktoś zajął miejsce obok mnie. Podniosłem głowę do góry. Jego można było się spodziewać. -Nie będę owijał w bawełnę, chyba cały psychiatryk słyszał waszą kłótnię na dziedzińcu. – obrócił krzesło i usiadł naprzeciwko. –Ej, ty przeprosiłeś ją? Za co? -Już sam nie wiem – odparłem i poszedłem odnieść pozostałości po obiedzie. Właśnie teraz czuję się jakbym był normalny.. bez tych zaburzeń i tak dalej. Ratujcie noo! –Ashton.. okradaliśmy sklepiki w Londynie? – zapytałem. Niech będzie.. dla pewności. -Ha ha.. z księżyca się urwałeś, czy leki zakłócają twoją pamięć? Okolice Londynu, nie w samym mieście, ok? – ze śmieszkiem na ustach popchnął mnie, a ja mu oddałem. Skończyło się na gonitwie po korytarzach. Zabawnie musieliśmy wyglądać, wymijając pielęgniarki. Zatrzymaliśmy się przy jego pokoju. Zdyszany spytał czy mógłbym z nim chwilę posiedzieć, aż wróci jego współlokator. Zgodziłem się. Wchodząc przez drzwi zdziwiłem się. Pomieszczenie, w którym on spał wyglądało inaczej. Zielone ściany, mnóstwo szafek, niedaleko łóżek. Sam przysiadł na krześle, wyciągnął coś z biurka i rzucił w moją stronę. Pomińmy fakt, że ta książka prawie przeleciała obok mojej twarzy. -Panie Clifford, proszę opuścić pana Irwina i pójść ze mną – niespodziewanie zjawiła się lekarka. Nawet dobrze nie porozmawialiśmy ze sobą, tylko zawsze muszą przerywać. Ashton zaśmiał się, a ja ruszyłem za kobietą. Kierunek w jakim zmierzaliśmy, wcale mi się nie spodobał. Najpierw w lewo.. następnie schodami w dół. Stop! Idziemy w stronę sali na dole.. co oznacza. Do jasnej cholery oni będą robić te pojebane badania! Czy jestem przerażony? I to na maxa! Przecież oni mogą zrobić pranie mózgu, albo jeszcze gorzej. Dlaczego ja? Nic nie zrobiłem. Nie sprawiałem kłopotów, wystąpiło jedynie zamieszanie z powodu kłótni. Żegnaj świecie.