sobota, 20 czerwca 2015

Rozdział dwunasty - nie wiedziałam, że potrafisz być taki.

Siedzieliśmy w wielkim szoku. Niewiarygodne… mamy szansę szybciej stąd wyjść?! Miałem ochotę podskoczyć do góry i pędem zadzwonić do Luke’a i mamy o dobrej nowinie. Niestety.. przybiło nas.. przynajmniej mnie. Dyrektorka oczekiwała na odpowiedź na próżno. Zaśmiała się i odniosła teczkę.
-Michael.. tak bardzo się cieszę! – wykrzyknęła Chan i dosłownie rzuciła się na bezbronnego chłopaka, czyli na mnie. Jezuu.. nie mogę oddychać! Poklepałem ją po plecach i po kilku sekundach płuca swobodnie przepuszczały życiodajny tlen. –Przepraszam.. ta radość.. powiedzcie mi, że to nie jest sen – wygodnie oparła się na krześle. Szczęście.. owszem nie opuszczało żadne z nas, Channtelle mie mogła w to uwierzyć. Oparłem głowę na lewej ręce. Pewnie zaraz zapiszę słowa pani Snow w „pamiętniku”. Wcześniejsze wyjście.. poprawa, bo przebywamy razem.. S Z O K.
-Mogę Cię zapewnić w stu procentach, że znajdujesz się w rzeczywistości, a nie w śnie. Dobrze.. chciałabym was poinformować, o zmniejszanej dawce leków, jeśli pragniecie wolności. Możecie poczuć się jak eksperymenty, ale naprawdę.. niektórzy z pacjentów wychodzą od i wracają, ponieważ popadli w uzależnienie. Nie wierzą we własne siły oraz twierdzą, że bez tabletek nie dadzą sobie rady. Rozumiecie? – w odpowiedzi pokiwaliśmy głowami. Potem mówiła coś o dalszych badaniach, nie skupiłem się na tym zbytnio. Nie miałem zamiaru zakrzątać myśli dodatkowymi informacjami.
Po opuszczeniu gabinetu, udaliśmy się do stołówki na obiad. Wywróciłem oczami widząc Ashtona przy naszym stoliku. „Naszym.. o Boże jak pięknie brzmi!”. Czy moimi myślami kieruje kobieta? Serio.. niektóre reakcje.. przerażają. Kiedy tylko nałożyliśmy ziemniaki i pulpety ruszyliśmy w kierunku Irwina. Uwaga.. będzie niezręcznie. Chłopak od razu przysiadł bliżej mnie, robiąc że wylądowałem praktycznie po środku. „Jestę atrakcja czyż nie?”.
Drętwo było od samego początku. Sałatka żadnym sposobem nie chciała przejść przez gardło, gdy Ash uparcie wpatrywał w to co robię. Przy piciu napoju, prawie zakrztusiłem się na widok jego miny. Nie zważając na nic roześmiałem się. Co on knuje?
-Ej, bo Ci gały wypadną.. przystojny jestem hm? – szturchnąłem go i poruszyłem brwiami. Natychmiast odskoczył w bok. Bam! 1 – 0 he he.
-Oszalałeś? – prawie pisnął.
-Powiesz co planujesz? – zapytałem, kładąc nogi na wolne krzesło. W cholerę mi się nudzi. Ten wolny czas.. wolałbym mieć coś do roboty. „Uu już my się oto zatroszczymy. Nuda? Sprawimy cuda, nie my zdziałamy je, zamieniając twoje spokojne przez kilka miesięcy życie w piekło! Nie wyjdziesz wcześniej! Nas się nie pozbędziesz!”. Na krzyki w głowie skuliłem się. Oto pierwszy skutek nie zażycia leków. Szepty. Debilstwo ciągnące niebezpiecznie za mną. Zaniepokojony „były przyjaciel” przykucnął przed moimi oczami. Plecy.. bolą.. brak oddechu..
-To już patrzeć na Ciebie nie można? Zwyczajnie „lampiłem się”. Odczuwałeś inaczej te zamiary kolego – poklepał po ramieniu. Jakimś sposobem podniosłem swoje ciało do pozycji siedzącej. Faktycznie.. nie czuję się najlepiej. Chyba czas odwiedzić pielęgniarkę i ją poinformować o tym, co zachodzi przez ten czas w organizmie. Byłem ciekawy jak jest z Chan.
-Masz racj.. – nie dokończyłem, ponieważ moja współlokatorka zwymiotowała prosto na podłogę, wychodząc z łazienki. Skrzywiłem się i podszedłem do niej. Cała blada na twarzy, nad powiekami zdążyły wyskoczyć czerwone plamki. Ignorując wszystkich.. oprócz Ashtona.. razem z nim.. wzięliśmy ją pod ręce i z powrotem zaprowadziliśmy do damskiej toalety. Kolejny nawrót wymiocin zbliżał się tuż tuż. Podczas gdy on trzymał jej włosy, ja delikatnie masowałem plecy. Niech wyrzyga.. rzeczy stojące na żołądku.. jeśli nie będzie w stanie iść do lekarki.. sam ją zawołam. Z „głosami w głowie” dam radę, tu chodzi o nią.
-Ej, ona wymiotuje krwią, idź po zesrana lekarkę! – mruknął Irwin. Krew? Cholera, podrażniła przełyk, niedobrze. Pobiegłem ile miałem sił w nogach. Są dwa wyjścia.. zatruła się jedzeniem, albo brak tabletek wpłynął źle na organizm Chinki. Błagam aby wyszło to pierwsze..

(…)
-Przykro mi, ale tej pacjentce pogorszyło się.. tak.. rozumiem.. ale to nie przez leki.. rozumiem.. p.. proszę mi dojść do słowa! Przepraszam. Chciałam tylko wytłumaczyć, że tą technikę zastosowaliśmy jedynie u pana Clifforda. Nie.. ona nie była poddawana.. wyniki powinny przyjść niedługo.. do widzenia. – Młoda kobieta ostro się tłumaczyła, podczas gdy ja siedziałem bezczynnie w jej gabinecie. Chan.. znajdowała się.. gdzieś indziej. Miała płukanie żołądka, coś w tym stylu. Zmęczony siedziałem na sofie. Nie mam pojęcia ile czasu nie spałem, ja.. czekałem na nią. Chciałem coś więcej.. słowa.. że jest z Chan gorzej.. sprawiły.. mój humor zepsuł się. Jakby ktoś go zapisał na kartce i wyrzucił do kosza. Z zamyślenia wybudziła mnie lekarka pytając czy wszystko ok. Pokiwałem głową na tak, choć szczerze mówiąc walczyłem z wciągnięciem do krainy Morfeusza. Trzydzieści pięć minut później miałem okazję podsłuchać za drzwiami rozmowę lekarzy. Rozmawiali o jakimś Michaelu Cliffordzie, niby nigdy nie powinien znaleźć się w ośrodku psychiatrycznym.. chwila. Jestem śpiący.. gadali.. na temat mojej osoby. Niech robią co chcą. Poddaję się. Odpływam..

Perspektywa osoby trzeciej.
Blondyn zasnął wraz z momentem najgorszym. Jakim? Młoda Chinka w tym czasie została przeniesiona na blok operacyjny. Zdesperowana nie wiedziała co dzieje się wokół niej. Ludzie mówili o czymś pękniętym w środku. Jeszcze nie wiedziała, że chodzi o przeciążoną wątrobę, kłopoty z żołądkiem. Przez ogarnięcie strachu w jej ramię wstrzyknęli środek usypiający.
Ani Clifford ani Channtelle nie przeczuwali o nadchodzącym kryzysie w och życiu. Sytuacji, która postanowi wywrócić wszystko do góry nogami.
Nie wiedziałam, że potrafisz być taki

„Mam dość.. chciałbym zniknąć z tego świata”.

sobota, 6 czerwca 2015

Rozdział jedenasty - między wami jest coś szczególnego.

Cześć pamiętniku Michaela. Pewnie mnie nie znasz.. albo może znasz? Mikey zmęczony wczorajszymi wydarzeniami zasnął i.. nadal śpi. Chociaż.. z ciekawości przejrzałam wcześniejsze kartki.. moje imię mignęło mi przed oczami. Jestem Chan, jego przyjaciółka. Od dłuższego czasu pomagam mu. Staram się uwolnić go od demonów przeszłości. Wiesz, że jak on nie weźmie leków, to widzi jakiegoś Tylera? Straszne. Za niedługo lekarki spróbują odłączyć nas od tabletek i zaczną szukać innych sposobów na oderwanie od tego.. czegoś. Jestem pewna, że tej notatki właściciel nie przeczyta, rzadko to robi. Napisałabym pewną rzecz, ale nie jest najlepszy czas ani.. zeszyt. Posiadam własny, ale.. zapragnęłam zostawić po sobie ślad. Trwały. Jeśli przeczytasz te słowa, napisane przeze mnie, nie bądź zły. Chwila słabości plus pamiętnik był otwarty ^.^”
Zamknęłam i wślizgnęłam się pod kołdrę. Określiłam się jako ktoś więcej niż koleżanka.. przecież takie mam odczucia. Zachciało mi się śmiać, gdy grzywka opadła na jego oczy, a on przez sen próbował poprzez dmuchanie, odgonić ją. Okej.. on nie do końca śpi. Nie chciałabym mieć przechlapane.  Westchnęłam i próbowałam chociaż na chwilę zasnąć.. bez skutku, bo ktoś.. głośno oznajmił.
-Czy masz mi coś do powiedzenia? – mam się obrócić? Jednak zauważył.. serce zaczęło bić w dziwnym rytmie. Powoli usiadłam na łóżku. Kiedy zobaczył moją minę wybuchł śmiechem. Tak bardzo się cieszę, że dobry humor powraca. Nie ucieka od innych, nie izoluje się, tylko.. jest sobą. Jeśli można określić. –Ale jesteś strachliwa? Czyżbyś zrobiła coś za moimi plecami? Hm? – poruszył zabawnie brwiami. Zaraz to odkryje..
Perspektywa Michaela.
Odkąd się przebudziłem, z powodu przeszkadzającej grzywki.. Chan dziwnie się zachowywała. No na początku tego nie zauważyłem, ale jak podszedłem do biurka i ją zapytałem.. coś jest nie tak. Dziwne.. zaczęła się denerwować, jąkać. Zaśmiałem się. Nie jestem straszny.. chyba. Możliwe.. jakby się zastanowić.. całkiem nieszkodliwy ze mnie człowiek.
Niestety nie mogliśmy dłużej rozmawiać, bo przyszedł Steven i Loui (taki pedał, opiekun Chan) bo poinformować nas, żebyśmy poszli wziąć dzienną dawkę leków. Dziwne.. nasze dłonie.. były niebezpiecznie blisko siebie. Odganiałem myśl „złap ją! Wykonaj gest! Bądźcie szczęśliwi!” Taa.. ale czy ona by chciała takiego frajera jak ja? Raczej jak stąd wyjdzie znajdzie normalnego faceta.. a nie nieudacznika.. z kolorowymi włosami. No.. kolor zielony wyblakł i miejscami gdzieś jest, blond zastąpił jego miejsce. Kiedyś będę potrzebował perukę.. od całego farbowania. Przechodząc obok lustra zauważyłem to.. stop.. mam odrosty?! Ok, wygląd idioty przylepił się niczym łatka. Czasami pary oczów bacznie nas obserwowały. Od kilku dni razem.. wykonujemy czynności. Przyjmowanie tabletek.. wspólne jedzenie. Naprawdę bałem się zostawać sam. Oczywiście, rozmawiam z Ashtonem.. lecz to zalicza się do krótkich rozmów, nic więcej.
Nim się obejrzałem, stała przed nami młoda kobieta. Białe ubranie, brązowe włosy spięte w kok. Była odpowiedzialna za każdą dawkę. Zapisywała wszystko w dużym dzienniku, po czym zadawała pytania o samopoczucie. No nareszcie ośrodek zaczyna być „przytulny”!. Albo.. mieli stracha. Mniejsza z tym. Otrzymałem niebieskie kapsułki, połknąłem je i na mojej twarzy pojawił się grymas. Cholera.. takie gorzkie. Odruchowo złapałem podłokietnik kanapy. Skutki uboczne.. lekki zawrót głowy. Nie czekając na czarnule usiadłem na sofie. Ciekawe ile dni mi pozostało.. około stu?
-Posłuchajcie.. pójdziecie na zajęcia, a tuż po nich zapraszam do gabinetu pani dyrektor. Ma do was sprawę. To na tyle – uśmiechnęła się, a ja wywróciłem oczami. Jeżeli dyrektorka chce coś, znaczy że.. nie będzie fajnie. Tortury, przepytywanie i inne rzeczy jakie wymyśli.
Dziesięć minut późnej wysłuchiwałem jak Lukas, koleś który był uzależniony od wciągania czegoś, żalił się na złe warunki w pokoju, a dodatkowo jego współlokator chrapie w nocy. Przeejebane. Chłopaki wspominali, że zazdroszczą komuś, kto ma dziewczynę jako osobą towarzyszącą podczas całej terapii. Nie do końca skumałem o co im chodzi, starałem przytakiwać w niepewnych sytuacjach, żeby nie wyszedł przypał. Dzisiejszy główny cel to „otwarcie”. Przebywamy tutaj dłuższy czas i nadszedł moment, aby powiedzieć od siebie coś więcej niż zwykle. Na moje szczęście nie usiedliśmy w durnowatym kółku, inaczej wybiegłbym w podskokach. Nick opowiadał o hazardzie i jego gniewie, z każdym przegraniem większej kwoty. Tommo o.. seksie. Możliwe, że odleciałem myślami gdzieś daleko, kiedy mówił o tym. Uporczywie gapiłem się na zegar. „Jeśli będzie godzina 12:00, pozostanę ominięty”. Ups, los zagrał na niekorzyść dla biedaka takiego jak ja. Podniosłem się i spojrzałem na wprost.
-Clifford, twoja kolej – wyrok spadł jak grom z jasnego nieba! Po krótkim, no takim minimalnym przemyśleniu.. „otworzyłem się” na chwilę. Opowiedziałem o nerwach, wcześniejszych wpadkach. Specjalnie pomijałem zdarzenia związane z rabunkami ze względu na Irwina. Jego wzrok.. kurde jestem aż tak przejrzysty? Schudłem, owszem. Po dwóch albo czterech minutach zabrzmiał dzwonek wolności. Wybiegłem pierwszy pod salę dziewczyny. Dyrka.. rozmowa.. dlaczego do cholery z nami? Za żadne skarby świata bym nie zgadnął, nawet za milion dolarów.. w sumie.. taka kasa.. mógłbym się postarać.
-Nie bujaj w obłokach, idziemy – pociągnęła mnie za rękę. Przepraszam.. „pieniądze zagłuszyły wszystko”.
Lekko zdenerwowani zbliżaliśmy się do biura. Wstrzymując oddech pchnąłem drzwi. „My tam zginiemy, nie tęsknijcie, pa”. Kremowe ściany aż biły po oczach. Na samym środku pomieszczenia stało biurko, a za nim.. starsza kobieta, uśmiechająca się do nas. Taa.. jakby ten uśmiech potrafił w jakikolwiek sposób uspokajać. Gestem ręki wskazała abyśmy usiedli. Bez powodu zacząłem bawić się palcami, a Chan próbowała zachować spokój. Ja pierdole, niech zaczyna gadać, bo na miejscu oszalejemy, przysięgam!
-Jak dobrze was widzieć całych i zdrowych! - *kaszle* mogłem zginąć *kaszle* przez świrniętego doktorka *kaszle* -Ale po waszych minach widać zmartwienie. Pomóc w czymś? –Brawoo dla tej pani! Oskara otrzymała, prawda? Ojoj martwi się tuz po prawie mojej śmierci! Cud, że żyję!
-Nie sądzę pani Snow. – zabrała głos Channtelle. Dobra, to mi się podoba. Ja siedzę cicho, gdy ona będzie gadać, ok nie mam pytań, jestem wprost szczęśliwy! Bo jeśli buzia Clifforda otworzy się.. do osoby, której nie lubi.. pozostaje dziesięć sekund na ucieczkę.
-Jesteś tego pewna? Mam wrażenie, że nie darzycie mnie sympatią, wyczuwalne.
-Po tym co Michaelowi.. z nim.. przydarzyło.. proszę nie okrywać zdziwienia. Istniało wielkie ryzyko. – czule poklepała moją prawą rękę. Rozumiemy się bez słów. W ramach potwierdzenia skinąłem głową na tak. Dlaczego kiedy na nią patrzę.. czuje się co najmniej dziwnie? Ludzie, co mój umysł wyprawia.

-Dobrze, wiem. Przyznaję.. śledzimy waszą dwójkę od dłuższego czasu. Wstała z krzesła i wzięła jakąś teczkę. Wow.. gruba.. raczej.. dużo tych papierów. Podrapałem się w głowę i bezgłośnie spytałem Chan „spisują nas?”. Ona wzruszyła ramionami. Masakra.. –Dokumentujemy każdy wasz postęp. Po nieszczęśliwym wypadku zaobserwowaliśmy coś ciekawego. Między wami jest coś szczególnego, poważnie. Wyniki są coraz lepsze niż, gdy byliście osobno. Mogę z czystym sercem powiedzieć.. jako jedyni jesteście na dobrej drodze. Gratuluję, jak tak dalej będzie wyjdziecie szybciej niż możecie sobie wyobrazić. – uśmiech nie schodził z jej twarzy. Wow wow.. stop. ŻE CO ONA POWIEDZIAŁA?!