piątek, 31 lipca 2015

Rozdział trzynasty - pionek w chorej grze?

Obudziłem się około godziny jedenastej. Obolałe plecy nakazały mi wstać. Niestety.. ktoś miał inne zamiary co do mojej osoby. Zanim podniosłem swoje ciało, zdesperowany lekarz wpadł do pomieszczenia znikąd. W normalnej sytuacji wyśmiałbym go, ale nie teraz. Najwidoczniej wybiegł z operacji o czym świadczy krew na jego fartuchu. Podrapałem głowę. Dziwne uczucie.. a no tak.. pierwszy dzień bez leków. Dam radę..
-Mam przykre wiadomości dla pana. Koleżanka walczy o życie. Jest w stanie ciężkim.. nie wiemy, czy uratu.. – jak tylko powiedział drugie zdanie wyłączyłem się. Że co kurwa?! Chan.. pewnie.. to jej krew. Zaraz zwariuję! Wrzasnąłem na całe pomieszczenie, że to nieprawda. Kłamstwo.. próbują wkurzyć spokojnego człowieka.. może.. ma rację? Nie chciałem przyjąć tego do świadomości. Moja mała, nadzieja na wyjście z bagna.. przeżywa trudne chwile. „Jeśli nie przeżyje operacji.. już po tobie. Dopilnujemy. Oo nie wziąłeś tabletek, dając nam dostęp do umysłu? Jakie to miłe. Odwdzięczymy się.. w zły sposób!” Doktorek widząc moje zachowanie wyszedł i zostawił mnie samego. Tylko tego było mi potrzeba. Wydarłem się na cały pokój. Może i cały szpital słyszał ten wrzask. Nadmiar emocji, skumulował się w środku.
Po kilku minutach dopiero ochłonąłem. Czas sprawdzić jak miewają się sprawy. Lekko zmieszany wyszedłem na korytarz. Był pusty, co mnie nie zadziwiło. Teraz tylko pozostaje pytanie.. w której Sali ona leży.. jest operowana..
-Michael! – ktoś rzucił mi się na szyję, powodując że oparłem plecami o ścianę. Nagle jakby czas stanął w miejscu. Niska osoba powoli odsunęła się pozwalając abym zobaczył.. TĄ twarz. Zamarłem. Można powiedzieć.. zbladłem, strach dał o sobie znać. Zjechałem w dół na podłogę. „Chcę płakać.. niemożliwe, że ONA tu jest. Sen? Boże, nie to rzeczywistość.. ja pierdole”. Po głębszym oddechu spojrzałem w górę.
-Mamo.. co ty tutaj robisz.. – słabym głosem zapytałem. Nie spodziewałem się tutaj jej wizyty. Nie tutaj, nie kiedy Chan walczy o życie.. nigdy.
-Powiadomili, że mogę Cię spotkać. – usiadła obok. –Wiem co czujesz. Gdy twój tata miał wypadek.. byłam w podobnej sytuacji. Uwierz. Ona ma dla kogo wracać na ziemię. Panie z ośrodka powiedziały o waszej walce.. nie śmiej się. Razem wyjdziecie.. pokonacie każdą przeszkodę. – dotknęła moje kolano, podczas próby powstrzymania śmiechu. Mama też potwierdziła słowa ludzi. Wierzą w nas. Niestety.. jakim cudem pozbędę się.. „towarzyszy”?. Długa droga..
Przez dłuższy rozmawialiśmy na korytarzu. Czasami ktoś przyniósł mi jedzenie, bo do psychiatryka nie zamierzałem szybko wracać. Nie ma mowy. Wracam z Channtelle.
Pytałem rodzicielkę o to jak sobie radzi w domu, czy sąsiadki ja wspierają. O dziwo.. tak. Nawet chyba poprawiła kontakty z „marudą”. „Marudą” jest kobieta w średnim wieku, która non stop komentowała zdarzenia na ulicy w swoim oknie. Gorzej niż starsze panie.. naprawdę. Zdziwiłem się na wieść o Luke’u. Parę razy kupił zakupy.. nie prosząc o nic w zamian. Dlaczego dobre rzeczy.. są gdy mnie nie ma w pobliżu. Ah zapomniałem „Michael Clifford ten zły”.
Przy mojej matce straciłem rachubę czasu. Może trochę dziwne.. ale jej obecność pomogła mi nie przejmować się operacją przyjaciółki, pomimo nie wziętych leków. Ta więź.. pomiędzy rodziną.. działa kojąco, serio. Gdyby nie mama.. pewnie dawno bym siedział w więzieniu albo poprawczaku.. taka prawda.
-Przesunąć się! Wieziemy chłopaka z ostrym zapaleniem żołądka! – sanitariusz krzyknął głośno. Bardzo. Aż podskoczyłem, co wywołało u mamy uśmiech. „Uu synek mamusii!”. Ugh. Tyle, że.. kogo zobaczyłem na noszach.. jeden wielki szok. Boże..
-Ja pierdole Ashton.. – powiedziałem zszokowany. Jestem w tej chwili skołowany na maxa. Najpierw współlokatorka, teraz on. Salmonella? Ta choroba od żarcia czy coś innego? Nie miałem okazji dokładniej przyjrzeć Irwinowi. Dopóki nie trafił do sali przekleństwa.. posypały się. Oparłem głowę na dłoniach. I co potem? Będę następny? Jasne, że nie. To w ośrodku tkwi problem.. tylko jaki..
-Znasz tego chłopca? – pielęgniarka zainteresowała się tym co wymsknęło z ust. Pokiwałem na potwierdzenie. –A możesz wskazać miejsce jego pobytu? Nie wyciągnę..
-Psychiatryk.. ten.. no.. wzgórze.. duże.. – nie potrafiłem wskazać dokładniej lokalizacji. Nie wiedziałem o adresie, bo jeśli tak, mógłbym „przypadkiem” zwiać stamtąd. Cholera.. czuję się jak pionek w chorej grze. Zadawane pytania.. powoli mam dość. Młoda dziewczyna posłała uśmiech i odeszła do recepcji. Niespodziewanie przez drzwi wejściowe wpadła dyrektorka. Wow.. wcale nie spodziewałem się jej! W ogóle! Bo dwoje podopiecznych trafiło do szpitala, a jedno może umrzeć! (Tfuu). Zdyszana „klapnęła” na krzesełku i następnie gestem ręki wskazała abym podszedł. Ciekawe co chce przekazać. „Zamknięcie pudła? Epidemia opanowała miejsce pomocy dla obłąkanych!”.
-Michael.. na czas.. kiedy ośrodek będzie nieczynny z powodu.. przyczyny zagrożenia dla innych pacjentów.. student medycyny Calum przyjmie Cię do siebie na jakiś okres. Nie wiem.. dwa tygodnie, miesiąc.. – baam! 1-0! I kto tu jest wspaniałomyślny? Jaa.
-On ma się mną zająć? A nie powinnyśmy zostać przeniesieni gdzieś indziej? – spytałem podejrzliwie. Posiadam pewne wątpliwości..
-Dzieciaki nie będziesz rozkazywał. Owszem trzeba byłoby zrobić w ten sposób, lecz.. brak innego wyjścia. Gorsze przypadki trafiły do Dublina, a ty do studenta, ciesz się, więcej wolności.  – fałszywie uniosła usta do góry, co niby miało przypominać uśmiech.
-A co z Chan? Hm? – skrzyżowałem ręce na klatce piersiowej.

-Pewnie czeka ją rehabilitacja, oto się nie martw. Przepraszam, muszę porozmawiać z twoją matką i wyjaśnić zaistniałą sytuację. – poprawiła żakiet wstając. Nienawidzę ją. Kurde.. fałsz.. cała „dyrka”.

------------------------------------------------------------------------------------
I znowu czekanie bardzo długo aż wstawię rozdział... na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że word office nie chciał działać. Non stop, gdy plik otwierałam robił się brak odpowiedzi, a komputer działa jak należy..
no cóż, nie będę was zanudzać.
TERMIN NASTĘPNEGO ROZDZIAŁU: OKOŁO 4 SIERPIEŃ.