wtorek, 4 sierpnia 2015

Rozdział czternasty - nowe miejsce? Przyzwyczaisz się.

Podczas gdy ja siedziałem na podłodze pod jedną z sal i bawiłem się palcami, pracownik ośrodka przyniósł moje rzeczy. Czyli zeszyt, kilka par ubrań na zmianę, nic więcej. Co niby miałby mieć ze sobą taki biedaczek jak ja? Haha.. no niemożliwe, że tak siebie nazwałem. Chan.. rehabilitacja.. ok, mogę być spokojny, już nie będę musiał tak bardzo martwić się o nią. Oby ten szpital zapewnił jej odpowiednią opiekę. „Heej Michael, ktoś tu dawno nie rozmawiał z tobą..”
-Ups.. szepty spóźniłyście się. Tam gdzie trafię, nie będzie dla was miejsca.. – syknąłem. W prawdzie walczyłem jak tylko mogłem.. z tym wszystkim, lecz teraz mówię.. dość. Przejmuję nad swoim ciałem jak największą kontrolę, którą uda mi się osiągnąć. Obróciłem głowę w stronę drzwi wejściowych do szpitala. Przez nie widać bardzo dużo, skoro są szklane. Słońce.. super, przynajmniej droga do domu tego studencika będzie „jasna”. Przejechałem ręką po włosach. Ile czasu minęło odkąd tkwię na ziemi? Przez ile dni będę musiał przebywać u młodziaka? „Młodziak” uu proces twórczy? Skądże znowu. Na chwilę przymknąłem oczy. Cholera..
-Michael jesteś gotowy? – zapytał ktoś nade mną. Eej właśnie zamierzałem odpłynąć jak coś.
-Chyba tak.. – westchnąłem i podpierając się dłońmi o ścianę, wstałem. Ten koleś jest mniej więcej mojego wzrostu. Wow.. plus. Wziął w rękę moją „walizkę” i ruszyliśmy do.. no właściwie nie wiem jak to określić. Takie.. małe.. ugh uciekło mi słówko. Do jego auta. Nawet otworzył przede mną drzwi od strony pasażera. Co za gentelman.
Przemierzaliśmy ulice w zawrotnym tempie. Nie miałem zielonego pojęcia, dlaczego tak pędzimy. To w ogóle jest jakiś powód? Może nie chce dopuścić, aby ktoś zauważył.. moją osobę.
Nawet nie zauważyłem jak włączył radio. Speaker ogłosił, że zaraz puści piosenkę jakiegoś zespołu The Vamps. Wampiry? Ok, nie czepiam się. Z tego co zrozumiałem to śpiewali, że mają kaca, nie pamiętają co się stało ostatniej nocy, tańczyli do ulubionego utworu, niby kogoś pocałowali. Rany.. pomysł całkiem dobry. Następnie leciało coś innego. Nie miałem czasu aby rozkminić, bo dotarliśmy pod domek jednorodzinny. W moim odczuciu raczej wyglądał jak mały blok mieszkalny.
-Jesteśmy na miejscu – wyszczerzył się Clark.. nie.. Cali.. cholera jasna. Zapytam o jego imię później. Już w samych drzwiach dało się wyczuć klimat. Ściany w ciepłych kolorach, duża kanapa, nakryta puchatym kocem. Puchaty.. koc. Uśmiechnąłem się do siebie i korzystając z okazji wskoczyłem nią. Jak miękko! To jest lepsze od łóżka w ośrodku.. i jak wygodnie. Mogę tu zostać, o ile student mi na to pozwoli. Przymknąłem oczy. O taak, wszystkie problemy precz. –Widzę, że ktoś już się zadomowił – powiedział brunet, siadając obok. Przez chwilę było niezręcznie. Wiadomo.. kilka dni spędzę u niego.
-A właściwie.. co będę u Ciebie robił? Nie kumam zbytnio.. – westchnąłem. Ok, nadal dręczy mnie pytanie, czemu nie wylądowałem w innym ośrodku. Nie znalazłem wytłumaczenia.
-Eh, dość skomplikowane. Moja ciotka.. znasz ją, pani Snow. Uznała, że lepiej będzie, jeśli nie znajdziesz się pomiędzy wariatami..
-Przecież ja nim jestem.. – wymamrotałem.
-Może, nie bij! – wziął ręce w geście obronnym –Tylko.. tam pogorszyłoby Ci.. stan w jakim się znajdujesz. Wiesz.. nowe miejsce.. przyzwyczaisz się. Ta twoja przyjaciółka.. będzie pod opieką swojego opiekuna, Louisa. Ej.. wszystko z nią ok. Ostatnie wyniki miała bardzo dobre, sam sprawdzałem, mogę potwierdzić na sto procent. Słuchaj.. teraz dostaniesz swoje leki, w mocno zmniejszonej dawce. I tak co dwanaście godzin. – wstał i skierował się do szafki w kuchni. Chantelle trafi do Lou. Tego pedała.. to znaczy geja. Nigdy bym nie myślał w ten sposób o nim, lecz.. jednego wieczoru.. „miział się” pod ścianą ze swoim chłopakiem. Nie fajny widok. Po tym miałem małą traumę. Ugh.. nikt by nie chciał tego widzieć. Po przyjęciu leków Calum, tak on się nazywa, zaprowadził mnie do pokoju, abym mógł uciąć drzemkę. Mniejsza ilość.. i tak czuję się mega senny.
Minął miesiąc.
Już prawie nie jem tego badziewia. Znaczy.. nie miewam takich problemów jak na samym początku. Rozczarowałem się, gdy po trzech tygodniach kazali mi wrócić do ośrodka. Zaprzyjaźniłem się z Hoodem. Kurde, to co się działo u niego w mieszkaniu przerosło moje największe oczekiwania, serio. Gdyby ktoś zapytał co takiego wydarzyło się u niego.. byłbym ciemny. Sam miewam wątpliwości czemu nie jestem wolny. Brak zaburzeń.. umiem grać w szachy. Tak! Pewny dzień był taki nudny, że.. Chan zaproponowała mi naukę w to. I mamy efekt.. zadziwiający, lecz.. miewam różne dni. Raz bym chciał całkowicie zniknąć z powierzchni ziemi, a raz bym „latał na jednorożcu”… złe określenie.  No po prostu.. bywa ciężko. Moje relacje z Channtelle.. oziębiły się po tym jak została przeniesiona do innego pokoju. Samotność nie dokazywała. W końcu.. musiałem sobie sam radzić z Tylerem.. który pojawiał się za każdym razem, gdy minęła godzina przyjęcia leków. W sumie to dobrze, że od nich nas odstawili, bo nie mam zielonego pojęcia czy potrafiłbym bez nich żyć. W pewnym stopniu.. wystąpiło małe uzależnienie..

„Mijają godziny, minuty, sekundy a ja.. zdaję sobie sprawę, że wyjście z tego miejsca jest coraz bardziej możliwe. Nie jestem tą samą osobą co na początku. Tamta miała tak zwane wyjebane na wszystko i niech się dzieje co chce. Poznanie dziewczyny.. powiedzmy przyjaciółki zmieniło moje nastawienie. Nie jest to ani trochę zabawne, piszę to na serio. Dzisiaj otrzymamy książki. Zainteresował mnie tytuł Wybrani. Pożyjemy zobaczymy, czy owa lektura wciągnie Michaela do tego stopnia, że sięgnie po kolejną część. Tak, dowiedziałem się tego od takiej Sue. Brzuch trochę boli.. zapowiada dłuższą wizytę w toalecie…”