sobota, 17 października 2015

Epilog.

Epilog.
Są ludzie, którzy dają sobie radę z problemami, od innych nie chcą się one odczepić, tylko przylegają jak brud.
Na szczęście mnie to nie dotyczy. Jestem wolnym człowiekiem, który będzie grał w zespole. O tak, marzenia się spełniają. Gram na gitarze elektrycznej i wraz z Ashtonem, poznanym wcześniej studentem Calumem oraz Luke’iem, tworzymy „5 seconds of summer”. Nazwa.. została wymyślona, gdy ja chodziłem na zajęcia do szkoły policealnej. (swoją drogą zdziwiłem się, że dostałem tam miejsce) Pamiętam.. z rozmarzeniem obserwowałem tykający zegar i nagle coś mnie olśniło. Pani powiedziała mniej więcej „Do lata zostało kilka sekund, może pięć lub więcej, a wy musicie siedzieć w ławkach i tak dalej”. Dlatego, no… początkowo chłopaki musieli się zgadać z Hoodem, ponieważ musieli trochę go poznać, z resztą nieważne. Czasem wyobrażamy sobie, że jesteśmy australijskim zespołem albo nawet z USA, lecz cała nasza czwórka pochodzi z UK.
Tak jakoś.. wybiliśmy się jedną piosenką „Heartbreak girl”, niestety nie za wysoko. The Vamps wciąż na topie. A mogliby nam odrobinę pomóc. Jesteśmy tacy punk, oh yeah. Żartuję. Z wyglądu.. „wo hoo rockowy zespół!” a z muzyki „śmierdzi mi popem”. Z kolorami włosów nie eksperymentuje. Generalnie trzymam się niebieski/czarny razem lub osobno. Chyba czas powoli odkładać na perukę…
-Tatusiu nie pisz już tyle! – przerwała nam podczas nagrywania, mała Sophie… moja córka. Tak, minęło dokładnie 6 lat odkąd wyszedłem z ośrodka i z każdym dniem czuję się coraz lepiej!
Roześmiałem się na widok jej naburmuszonej minki i wziąłem ją w ramiona. Włosy odziedziczyła zdecydowanie po mnie.
-A gdzie zostawiłaś mamę, hm? – dotknąłem jej noska, na co blondynka podrapała rączką dotknięte miejsce.
-Nie wiem – wzruszyła ramionkami. Pewnie ktoś zada pytanie „Kto jest matką tej dziewczynki”. Wszyscy ją znają. Moja inspiracja, moja muza, mój jedyny powód abym wstawał codziennie rano, moje drugie oczko w głowie (zaraz po córce), moje słońce, moja wybawicielka…
-Tutaj jesteś! Och, mówiłam ci, żebyś nie przeszkadzała kiedy tatuś nagrywa z wujkami – Chan założyła ręce na klatce piersiowej w geście „jestem zła, że musiałam za tobą biegać po całym studiu, ma ochotę wracać do domu, a potem wyżyć się emocjonalnie na swoim partnerze”.
-Ale ja usłyszałam muzykę, oj mami nie bądź zła. Tata da buzi i zły humorek zniknie. – przytuliła się do jej nóg. Ashton udał, że się wzruszył i niewidzialną chusteczką otarł policzek. Pff nie zabawne.
-Kurde.. wzruszyłem się, stary gdzie są takie laski? Masz zajeb.. – zanim dokończył zdanie zgromiłem go wzrokiem. Pewnych słów nie mówi się przy dzieciach. –Bocian przyniósł ze sobą ładnego brzdąca – szturchnął ramieniem Luke’a. Ten prawie spadł z krzesła. Pewnie został wyrwany z krainy marzeń i nie wie o co chodzi. Typowe.
-Zazdrościsz? Trzeba było Tam szukać koleżanek, tyle Ci powiem. – wstałem i objąłem moje kobietki. –Jak tylko skończę pracę, zabieram was do Mc Donalda i.. – pogroziłem Channtelle palcem. Już chciała wtrącić swoje „Nie idę, nie mogę przytyć” A a a. Ona jest dla mnie idealna. Wolę mieć dziewczynę z ciałkiem (tylko nie przesadzajmy) niż wieszaka, lub po prostu za chudą. –Tobie skarbie zamówię największy zestaw – cmoknąłem ją w policzek. Wiedziałem, że te słowa nie pocieszyły brunetkę.
-Chłopaki, bierzemy się za „Don’t stop” ! – krzyknąłem. Ok, były chwile czułości, lecz zalegamy z materiałem!
(…)
Czy Mc Donald może być bardziej romantycznym miejscem na zapytanie się czy ukochana osoba zgodzi się poślubić.. na przykład mnie? Nie mam kompletnie zielonego pojęcia, czas się o tym przekonać.
Od dobrych pięciu lat moi rodzice, jak i jej trują nam o ślubie. Fakt.. mamy razem dziecko, wychowujemy je jak zwyczajne małżeństwo… którym formalnie nie jesteśmy. Wcześniej nie miałem czasu.. dobra, nie będę kłamał, nie miałem odwagi aby zapytać oto. Miałem pewne obawy czy wytrwamy razem aż taki kawał.
Pomysł na takie miejsce.. wpadł do główki naszej małej. Oglądałem z nią album, gdy Chan była w pracy. Pytała dlaczego nie ma żadnych zdjęć mamy w białej sukni. Właśnie na tym zostałem przyłapany. W sekrecie wyjawiłem plany i.. tak strasznie się ucieszyła! Że będzie sypać kwiatki przed mamusią i tak dalej. Umowa była jedna. Ma być cichutko, aż do tego nieszczęsnego „maka”.
Scenariusz przebiegał według mojej myśli. Złożyłem zamówienie, a one usiadły przy stoliku. Gdy zobaczyłem chłopczyka z iphonem dostałem ciarek na plecach. Kto normalny daje telefon małemu dziecku? Nasza dostanie na dwunaste urodziny, nie prędzej. Po otrzymaniu torebek, do jednej z nich włożyłem małe pudełeczko. „Ale jestem oryginalny, geniusz to mało powiedziane!”.
-Oo kucyk! – pisnęła uradowana Soph. Chan lekko zdezorientowana patrzała na swoje jedzenie. Nawet nie wyłożyła na stół, tylko zaniepokojona patrzała w głąb. Czyli.. wystraszyłem ją? Ugh, nie tak miało być..
-Mikey.. czy aby dobrze wziąłeś? Coś tu się nie zgadza.. – wyszeptała. Cholera.. jakim cudem mam zachować teraz spokój, żeby nic nie wygadać.
-To wy zamawiałyście, ja płaciłem i odbierałem. – powiedziałem próbując nie uśmiechać się. Ahh…
-Ok.. więc dlaczego mam pierścionek? Nie, nie to kogoś, źle się czuję, weź to oddaj, pewnie.. – zaczęła szybko „nadawać”, natychmiast wziąłem pudełeczko z ręki, zanim ruszyłaby w stronę kas.
-Channtelle Stanley, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną? – nie przegiąłem z głośnością? Nie zwróciłem na to uwagi, bo zaskoczona dziewczyna miała łzy w oczach i usta zakrywała ręką. Sophie cicho mówiła „powiedz tak, powiedz tak”. Ona jednak nie potrafiła wypowiedzieć ani słowa. Pokiwała głową, a gdy wsunąłem na jej dłoń znak naszych zaręczyn, rzuciła mi się na ramiona, w skutek czego upadłem na plecy. Nie zastanawiając się złączyłem nasze usta, w efekcie słysząc „fuu” od córki. Takiego szczęścia w oczach ukochanej jeszcze nie widziałem.
-Przepraszam, że jestem mało romantyczny, tylko na tyle mnie stać.
-Wystarczy, że jesteś sobą, wystarczy – zaśmiała się przez łzy.
-Tatoo a gdzie jest moja cola? – mała zrobiła smutną minkę, zmuszając nas abyśmy wstali. Rzeczywiście, nie zabrałem napojów, przez co pani przy kasie zakrywała usta od śmiechu. Eh, zdarzają mi się takie momenty.
(…)
-No to nasze fanki nie będą zbytnio zadowolone, gdy się dowiedzą, że nasz gitarzysta jest żonaty i ma dzieci. Musisz się liczyć z dziwnymi sytuacjami. – Calum poklepał mnie po plecach na weselu. Extra życzenia! Bardziej pesymistycznych nie potrafił wymyślić!
Kilka minut potem, po wzniesieniu toastu pary wirowały na parkiecie. Znaczy się.. nie jestem zbyt dobrym tancerzem, więc wraz z Chan kiwaliśmy się w rytm muzyki. Magiczne chwile.. kto by się spodziewał, że ożenię się z tą dziewczyną, która.. wyciągnęła starego Michaela z dołka?
(…)
-Mikey! A gdzie to postawić?! – wydarł się Luke. Grr nie dosyć, że idę z córką, to niosę mega ciężką torbę plus siatki z jedzeniem. No tak. Człowiek musi sobie radzić generalnie sam, kiedy żona wyjeżdża do siostry.
-Byle gdzie! Hemmings szybciej tam i pomóż mi! – odpowiedziałem. Jeny jakie to ciężkie. Nienawidzę przeprowadzek.
-Tata, ja muszę do toalety.. – wymamrotała Soph. Ok, nerwy dzisiejszego dnia nie raczą odpuścić chociaż na chwilę.
-Jak przeciśniesz się, to leć do wujka dobrze? – w odpowiedzi pokiwała główką. Po pięciu minutach dotarłem do celu, dosłownie padając na kanapę. Co za pomysł, żeby cały zespół mieszkał w jednym budynku? Ekhem, wspaniałomyślny Ashton na to wpadł. Cztery apartamenty, które mają po kilka pokoi, mamy do siebie blisko, i co jeszcze? Może tak jadajmy razem posiłki! Bądźmy jedną wielką rodziną! Odgarnąłem blond włosy z czoła. Łoo.. mógłbym zasnąć w kilka sekund, gdyby nie świadomość, że mam w opiece małą istotkę, która… zaraz dorwie Luke’a i będzie „ja chce na konika!” i on weźmie ją na plecy. Dzieci.. kolejnego nie planuję, o nie. Muszę uprzedzić Channtelle o moich zamiarach. Soph zupełnie mi wystarczy. Przecież nie chcę przeżywać powtórki z rozrywki „wstawaj w nocy, bo dzidzia płacze. Uspokajaj dzidzię. Chodź przez cały dzień wkurzony na własne dziecko!” Zabrzmiało to trochę dziwnie, ale.. no kto by się nie denerwował, kiedy masz piękny sen, a tu bum! Koniec, twoja potomkini Cię wzywa, zgłodniała albo ma brudną pieluszkę. Chociaż.. czas pokaże. Kolejne bobo.. hm. Stoop. Jeszcze będę chciał…
-Tak królewno leż sobie, a ja zajmę się twoim domem, super pomysł! – wystraszył mnie swoim głosem Hemmings. Tak się nie robi.. nie straszy się najlepszych przyjaciół. Tego nie mamy w umowie…
-Nie przesadzaj..
-Ależ oczywiście. Słuchaj pojutrze gramy koncert, a ta pani Clifford wraca za trzy dni.. co z ..
-Zostanie u moich rodziców, nie przejmuj się, wszystko ustalone. – uśmiechnąłem się pod nosem. Niech załatwia swoje sprawy, bez interesowania tymi moimi. Jestem zaradny w końcu!
-Wuja Aszi! – pisnęła czterolatka i rzuciła się w ramiona perkusisty. Kolejnego głodomora przywiało w moje skromne progi…
(…)
A teraz stoję tu. Trzymam gitarę w dłoni i odwalam z chłopakami kawał dobrej roboty. No i co, że niedługo stuknie nam po trzydziestce, ważne że naszą muzyką uszczęśliwiamy fanów. 5 Seconds of Summer podbija świat. Na początek przed nami mała trasa koncertowa po całej Anglii i Europie, a później? Kto wie. Chcielibyśmy aby jakiś super znany zespół zgodził się na nasz suport.
Kolejny angielski boyband?*
Nie tym razem. My preferujemy rock i wcale nie potrzebujemy innych muzyków. Sami gramy.
W pośpiechu odgarniam swoje lekko zielone włosy. Kto by się spodziewał.. odnalazłem swoją pasję i nikomu to nie przeszkadza. Na chwilę patrzę na Chan i Sophię. Mój cel został osiągnięty.
Mam rodzinę, nie mam problemów, a za moimi plecami stoi morze fanów. Czego chcieć więcej? A no tak.. abym po raz kolejny nie stoczył się na samo dno, jak kilka dni lat temu.
Człowiek się zmienia.. diametralnie. Cieszę się, że moja zmiana była w pewnym sensie pozytywna.
-A teraz wszyscy! – krzyknął Calum do mikrofonu. –You look so perfect standing there in my american aparel underwear…

KONIEC.

--------------------------------------------------------------
Przez ile czasu publikowałam to opowiadanie? Nie mam zielonego pojęcia, ale wiem, że bardzo zwlekałam z rozdziałami. Nie chcę zwalać wszystkiego na problemy z plikiem, ponieważ jakoś od niedawna rozpoczęłam nową historię. To.. leżało, czekało aż mi się przypomni, że nie skończyłam.
Nie wiem czy chcecie drugą część, to co się dzieje kiedy Michael jest już w zespole..
Generalnie o wiele, wiele szybciej mogliście przeczytać to na wattpadzie. Opowiadanie jest pod tą samą nazwą + kontynuacja "Zostań ze mną" znajduje się również.
W ogóle.. ktoś czekał, aż dodam coś? Nie pojawiły się komentarze. Z waszej strony zero reakcji.. nikogo nie obrażam, ale.. tak było.
Jedynie dziękuje za wszystkie wyświetlenia oraz wspaniały szablon jaki mi wykonała NatX z Wyimaginowanej Grafiki.
To tyle.. na koniec chcę dodać, że publikację najpierw zaczęłam na blogspocie, a później przerzuciłam historię na wattpad. Być możliwe, że się poddałam widząc brak jakiegokolwiek zainteresowania.
Przepraszam i do zobaczenia w innych opowiadaniach.
Zapraszam: memory-fanfic.blogspot.com

Rozdział szesnasty.

Rozdział 16 – Uwolnij mnie.
Ktoś gdzieś biegał, krzyczał różne słowa. Tak właśnie zaczynał się każdy dzień. W.. wariatkowie? Nie nazwałbym tego miejsca takim słowem. Tyle rzeczy, tyle sytuacji wydarzyło się tutaj. Przyjaźnie, zagrożenie życia. Pozbycie się „bagażu emocjonalnego”. Nigdy bym wcześniej nie pomyślał, aby.. nieważne. Moje wcześniejsze zachowanie było karygodne. Przeklinałem, wdawałem się w bójki. Do tego nasiliły się głosy w głowie. Oszalałem? Diagnoza należy do lekarzy.
-Michael! O, tu jesteś. Ej, o co kaman? – zapytał Ashton, wchodząc do mojego pokoju. Wcześniej otrzymałem jakąś walizkę, abym spakował te parę ciuchów. Myślami byłem gdzieś indziej..
-Opuszczam.. wyjazd..
-Kurde, serio mówisz? – ok, dlaczego to zdanie tak dziwnie zabrzmiało? Nie żebym coś do tego miał…
-Yep, Minęło pięć dni i dzisiaj matka przyjeżdża zabrać mnie do domu. – na same słowa uśmiechnąłem się. Wolny.. prawie przed swoimi dziewiętnastymi urodzinami. Mi pasuje taki układ.
-Jest szansa, że zobaczysz starego kumpla za dwa miesiące? – czy on coś sugeruje?
-Ash oświeć swoim blaskiem, proszę – wywróciłem oczami.
Niepewnie usiadł na łóżku Chan i opowiedział o swoich wynikach badań. Dali mu 60 dni na poprawę, jeśli nie spełni tych warunków, czeka go dłuższy pobyt.

Prawie wychodząc z… pokoju gdzie spędziłem… różne chwile, zostawiłem jedną rzecz. Nie chcę, aby to coś ciągnęło się za mną. Sam wiem jakie postępy zrobiłem, naprawdę nie musiałem mieć przy sobie żadnych dowodów. Lecz.. zanim całkowicie wyszedłem na korytarz, napisałem na pierwszej stronie taki jakby cytat. Zdanie, które mniej więcej opisało cały okres.
(…)
Tik tak, tik tak. Siedziałem na krześle w holu. Ah pamiętne wprowadzenie. Szedłem wraz z ochroniarzami, bo byłem uznawany za „niebezpiecznego”. Ha ha. Kiedyś będę z żartował z tej sytuacji. Po przeciwnej stronie siedziała dziewczyna. Osoba, która pomogła mi w dużym stopniu. Częściowo zwalczyła moje nerwy. Teraz… wydawała się taka obca. Ubrana już w normalne ciuchy, wzrok skupiła na swoich dłoniach. Wiem co wydarzyło się, ale żeby aż tak mnie odtrącać? Nie rozumiem.
-Chantelle, Michael. Wasi rodzice powinni się zjawić w ciągu piętnastu minut, prosimy was o cierpliwość. – odezwała się młoda recepcjonistka. Niesamowite.
Minęło kolejne dziesięć, a my nadal nie zamieniliśmy ani jednego słowa. Nic. Podparłem głowę o lewą rękę. Taka smutna.. liczyła pewnie, że ktoś inny ją odbierze, nie rodzice. Czasami po prostu bywa. Jedni mają idealne… przegiąłem, dobre kontakty z nimi, a inni już nie za bardzo. Nie jest takie łatwe jak się wydaje.
-Chan… chciałbym Ci podziękować, za wszystko co dla mnie zrobiłaś. Gdyby nie ty, nie byłbym dzisiaj w tym miejscu. – szybko powiedziałem, mając nadzieję „o! zignoruje kolejną próbę nawiązania rozmowy!”.
-Nie ma sprawy.. przepraszam za swoje zachowanie. – usiadła przodem w moją stronę. –Jestem załamana po informacji, że jednak mama z ojcem przyjadą tu. Problemy… one powrócą, jeśli przekroczę próg domu. Znowu będę obwiniana za rzeczy, których nie popełniłam. Chyba powinnam dostać w ośrodku jakieś stałe lokum. Wykończę się.. psychicznie. – po raz pierwszy tyle powiedziała. Lekko zszokowany słuchałem w skupieniu. Bała się. Co ja mogłem poradzić? Zabrać ją… ej, nie taki głupi pomysł…
-A gdybyś… zamieszkała u mnie? Pewnie…
-To się nie uda. Szanse są zerowe.. – westchnęła.
-Uwierz mi, że nie – chwyciłem ją za rękę. –Jesteś pełnoletnia, decydujesz o sobie. Jak chcesz moja rodzicielka może porozmawiać z twoimi. Zobaczymy co z tego wyniknie. – pocieszyłem na tyle ile umiałem. Wierzmy w cuda.. czasami one się spełniają.
-No i co, że jestem pełnoletnia? Niestety sama w życiu.. nie dam rady.
(…)
1-0 dla Clifforda! Nie posiadałem się z radości, gdy rodzice Chan zgodzili się, żeby zamieszkała u mnie. U mnie, nie tam gdzie mieszkałem wcześniej. Podobno mój ojciec kiedy dowiedział się, że jego jedyny syn wylądował w zakładzie dla psychicznych „nawrócił się” i wrócił do kraju. Brawo! Tyle.. za późno. A co gdybym mu powiedział o wcześniejszych wybrykach? Przyjechałby od razu, ehe. Chyba ma jakiś zastój w pracy.
-Zabrałeś wszystko? – pokiwałem głową. –Jesteś w stu procentach pewny? – potwierdziłem kolejnym kiwnięciem. –No dobrze.. w takim razie. Chcę pani pogratulować takiego syna. Jeszcze nikt nie przeszedł terapii w przyspieszonym leczeniu. Miejmy nadzieję, że nie będziemy musieli ponownie przyjmować Michaela. – dyrektorka uścisnęła dłoń z moją matką.
Odchodząc w towarzystwie przyjaciółki, na moment się obróciłem. Znajdą mój pamiętnik czy też nie?


Perspektywa innej osoby.
Pracowałam tutaj przez kilka miesięcy, od tak jako pomoc w sprzątaniu po „ubytkach”. Cóż, jestem jedynie studentką, która dorabia w weekendy. Dzisiaj otrzymałam pokój, gdzie osoba opuściła go parę godzin temu. Kto wie, kto tam był, przeżywał różne chwile. Oj Charlie o czym ty myślisz. Po przekroczeniu progu dopadła mnie ciemność. Nie żeby ktoś wziął siekierę i walnął w tył głowy kijem bejsbolowym, bo mam słabą orientację, o nie nie. Zasłony, w dodatku ciemne dawały taki efekt.. straszny. Zmuszona nieswoim klimatem podeszłam do okna i wpuściłam trochę światła do pomieszczenia. No i o wiele lepiej. Hmm.. nie jest za dużo do sprzątania… generalne czysto. „Heaters gonna hate hate hate, baby I’m just gonna shake shake shake” Ugh.. ta piosenka Taylor Swift nie potrafi się odczepić od samego rana, odkąd włączyłam radio w aucie. „That’s what people say mm mm” Nie noo! Czas na przystąpienie do roboty, a nie na wygłupy!
Związałam swoje blond włosy w kitkę i na palce, dłonie.. wiadomo o co chodzi, nałożyłam białe rękawiczki. „Nie dotykaj niczego bez ochrony rąk” Taa.. jakby roiło się tu od bakterii. Wywróciłam oczami. Zaczęłam od łóżka pod oknem. Raz dwa, wymieniłam czy raczej zmieniłam pościel, zaniosłam do pralni na dole i wróciłam z powrotem. To drugie okazało.. było trochę bardziej zaniedbane. Największy szok przeżyłam, kiedy znalazłam na biurku zeszyt, pamiętnik. Specjalnie został zostawiony lub… komuś nie chciało się nosić wspomnień ze sobą.
Otworzyłam na pierwszej stronie. Starannym pismem było napisane.
                „16.09.2014r. Rzeczy napisane tutaj mają swoją wartość. W tym pokoju mieszkałem wraz z Channtelle Stanley. To co wydarzyło się w tym ośrodku, razem z nim zostaje. Cieszę się, że znalazłaś/eś mojego terapeutę. Tak właśnie nazwałem coś w czym kazano zapisywać mi wszystko. Poznasz mnie, chodź nie do końca od najlepszej strony, przepraszam, od tej najgorszej.
Dzisiejszego dnia.. wystraszyłam się. Gorsze… co? Nie ogarnęłam do końca, lecz.. przewróciłam dalej. Zapisy z planu dnia, rozmowy odbywane z innymi, mowa o jakiejś dziewczynie, w której On się zakochał. Chwilka.. jak ten chłopak miał na imię? Nie zauważyłam. Szukałam wskazówki. „Mikey”. Em.. jakie imię tak się skraca? Charl myśl, łatwe, łatwe.. Michael! Jego imię brzmi Michael! Czekam na brawa. Niby nic szczególnego nie znalazłam, ale na kilku kartkach było… były słowa.. z deka przerażające.. zapisane drukowanymi literami. „UWOLNIJ MNIE”.
Tylko.. co to oznaczało? Nie zastanawiając się pobiegłam do pani dyżurującej na korytarzu. Musiałam to powiedzieć. Dlaczego te wpisy.. ojej.
(…)
-Charlotte, właśnie odnalazłaś własność Clifforda. –Clifford? Serio? Dam sobi rękę uciąć, że słyszałam gdzieś ten wyraz. „Clifford to duży czerwony pies..”. Aha, skojarzyło mi się z bajką, niefajnie.
-Co mu było? Nie rozumiem tych czerwonych..
-Miewał naprawdę straszne zaburzenia z psychiką. Z dokumentacji wiem to, że miewał sytuacje, w których jego umysł nachodziły szepty. Jak w egzorcyzmach, tyle że nie miało to wpływu, nie kontrolowały jego ciała. Również nie panował nad nerwami. Więcej ci nie mogę powiedzieć. – zakończyła rozmowę pani Snow. Cicho westchnęłam i udałam się do wyjścia.
Kolejna straszna nowina. Nie dam rady dalej dłużej dorabiać.. dam sobie zakaz wnikanie w cudze historie, ponieważ zaczynam się przejmować obcymi ludźmi. Trochę nielogiczne, ale da się przełknąć.

Od pani Foster dostałam klucz. Moim ostatnim zadaniem było przygotowanie sypialni, jakby nigdy tam nikt nie przebywał. W dwie godziny uporałam się, lecz w bardzo powolnym tempie. Przez sześćdziesiąt minut czytałam..
Szkoda, że nie ma żadnego kontaktu. Jestem mega zaciekawiona co wydarzy się w dalszym życiu tego chłopca. Założy rodzinę? A może powróci. To drugie odpukać.
Zamykając drzwi spojrzałam ostatni raz.

„Nie wiem kim jesteś nieznajomy Cliffordzie, ale życzę Ci wszystkiego dobrego w nowym życiu. Żebyś miał dużo szczęścia, oraz nie wpadł w jakieś poważne kłopoty.
               Z poważaniem ja, Charlotte Davis, dziewczyna od sprzątania.”

Rozdział piętnasty

Rozdział 15. – Jestem wolny.
-Chan, Michael, zapraszam was na rozmowę do gabinetu.  – na śniadaniu powiedziała pielęgniarka. Zaskoczeni odłożyliśmy tace i skierowaliśmy się za nią. O co chodzi? Zaraz.. wyjdzie rozwiązanie. Oby nie dyrektorka, chociaż raz bym tak chciał aby historia potoczyła się na ten tor. Po drodze nerwowo pocierałem ręce. Zdenerwowanie.. daje się we znaki. Nie wiem dlaczego miewam przy tym małe trudności z oddychaniem. Wziąłem głębszy oddech, kiedy weszliśmy do gabinetu lekarki. Uff, czyli jednak nie „ciotka nowego kumpla”. No właśnie.. Calum.. nowy ee.. kolega? Koniecznie musiałby poznać Luke’a. Dogadaliby się. W stu procentach. Pewnie gdyby.. los zadecydował inaczej, stworzylibyśmy jakiś team? Ha ha. Najpierw dajcie nam nauczyć się grać na instrumentach, potem pomyślmy o muzyce! Hmm.. gitara.. coś dla mnie? Cholera, super pomysł! Namówię mamę, albo.. sam zarobię, jeśli ogarnę kasę? Odpłynąłem..
-Michael, czy ty nas w ogóle słuchasz? – dostałem upomnienie. Przepraszam, w przyszłości, zamierzam zostać rockmanem. Bam! I to jest mój cel. Rzecz, której przez większość czasu szukałem. Nie była ona łatwa do znalezienia.
-Sorry.. ja.. może pani jeszcze raz powtórzyć? – zapytałem z małą nadzieją. Nikt nie lubi powtarzać dwa razy, nikt. Jej odpowiedzią było przewrócenie oczami. Haloo, czy teraz nie powinna się odezwać moja przyjaciółka Chan? Oczywiście, że nie, bo stała wpatrzona w podłogę. Co oni jej robią? Zamknęła się w sobie, a mi nie podoba się takie coś.
-Jak już mówiłam.. przejdziecie przez testy. Każdy z was ma ustawiony indywidualnie, na podstawie przeprowadzonych wcześniej badań. Jeśli wynik wyjdzie pozytywny.. czeka na waszą dwójkę miła niespodzianka.
-Wow.. – wyrwało się Chince. Brawa! Chani przemówiła słówkiem! Gratulacje! Ugh..
-Zaczynamy? – głowami skinęliśmy. –Dobrze, Clifford… będziesz pierwszy. Radzę tobie skupić się i to bardzo. Nie będzie tam żadnych ułatwień, ściąg. Nic, zero. Musisz być psychicznie przygotowany na wszystko.
Po tych słowach wszedłem do jakiejś komory. Jak to „cudo” się nazywa? Nieważne. Przede mną pojawiły się ekrany. „Wo hoo nowoczesna technologia.. a czy aby mnie to nie naświetli przypadkiem?”
-Skup się! – usłyszałem przez głośniki. Ok, ok, momencik, przecież muszę ogarnąć sytuację tak? Nie od razu odnajdę.. w tym czymś. Dobra.. ekran po lewej, po prawej.. ja pierdole co to jest?
Potem nastała cisza. Zdezorientowany okręciłem się wokół własnej osi. Nie żebym miał jakieś uwagi, ale nie lubię ciemności. „To tylko test.. spokojnie.. kurwa, mam stracha no!” pomyślałem zaraz przed rozjaśnieniem jednego monitora. Scenka w komputerze przedstawiała moje dawne czyny. Za Chiny nie wiem skąd oni to mają. Byłem tam z Ashtonem.. przełknąłem ślinę, kiedy dawny ja skopał niewinnego dzieciaka. Widząc samego siebie zauważyłem jaka agresja wstępowała we mnie.. podczas..
-Dosyć, błagam niech nastąpi koniec.. – wyszeptałem widząc kolejny filmik. Chyba te materiały pochodzą z miejskich kamer. Ej.. jeżeli to prawda.. czemu nie wylądowałem w więzieniu? Posiadam skończone 18 lat. Nic nie rozumiem. Późniejsze sceny ukazywały.. koszmary.
Pojawienie się twarzy Tylera spowodowało takie przerażenie.. zacząłem.. nerwy. Cholera nadal się go boję. Tyle, że.. na tym polegał test. Sprawdzić, czy poradziłem.. pokonałem lęki.
-Nie jesteś prawdziwy! Jesteś taki sam jak wytwór mojej chorej wyobraźni! Dość! Nie będziesz.. nawiedzać.. umysłu.. nigdy! – wrzasnąłem w końcu. Chcę stąd wyjść, uciec.. cokolwiek!
(…)
-Tak myślę. Powinna pani przyjechać do nas już w następnym tygodniu. Przetrzymamy go jeszcze te kilka dni – o kim była mowa? O mnie? O jakimś innym pacjencie? Dowiem się niedługo.
Siedzenie przed gabinetem lekarskim wraz z milczącą Chan było strasznie niezręczne. Nie ma pomiędzy nami tej więzi co dawniej. Wraz z jej operacją.. kawałek osobowości zniknął.. przepadł.
Niemo wpatrywała się w swoje dłonie. Ta cisza.. stworzyła pomiędzy nami barierę, na którą nie miałem żadnego pomysłu, aby pokonać. Powoli się kończy..
-Co jeśli powiedzą nam, że niedługo nas wypuszczą? Gdzie się udasz? – zapytałem cicho. Brak mi siły na cokolwiek.
-Rodzice mnie zabiorą i mój koszmar zacznie się od nowa. Nic nowego. – westchnęła.
-Clifford, Stanley. Za pięć dni jesteście wolni. – odparła dyrektorka wychodząc na korytarz.

Jestem wolny… jestem wolny! Siedzenie w psychiatryku za te kilka dób.. zakończy wszystko. Cała historia. Która na początku nie miała swojego zakończenia.