sobota, 17 października 2015

Rozdział piętnasty

Rozdział 15. – Jestem wolny.
-Chan, Michael, zapraszam was na rozmowę do gabinetu.  – na śniadaniu powiedziała pielęgniarka. Zaskoczeni odłożyliśmy tace i skierowaliśmy się za nią. O co chodzi? Zaraz.. wyjdzie rozwiązanie. Oby nie dyrektorka, chociaż raz bym tak chciał aby historia potoczyła się na ten tor. Po drodze nerwowo pocierałem ręce. Zdenerwowanie.. daje się we znaki. Nie wiem dlaczego miewam przy tym małe trudności z oddychaniem. Wziąłem głębszy oddech, kiedy weszliśmy do gabinetu lekarki. Uff, czyli jednak nie „ciotka nowego kumpla”. No właśnie.. Calum.. nowy ee.. kolega? Koniecznie musiałby poznać Luke’a. Dogadaliby się. W stu procentach. Pewnie gdyby.. los zadecydował inaczej, stworzylibyśmy jakiś team? Ha ha. Najpierw dajcie nam nauczyć się grać na instrumentach, potem pomyślmy o muzyce! Hmm.. gitara.. coś dla mnie? Cholera, super pomysł! Namówię mamę, albo.. sam zarobię, jeśli ogarnę kasę? Odpłynąłem..
-Michael, czy ty nas w ogóle słuchasz? – dostałem upomnienie. Przepraszam, w przyszłości, zamierzam zostać rockmanem. Bam! I to jest mój cel. Rzecz, której przez większość czasu szukałem. Nie była ona łatwa do znalezienia.
-Sorry.. ja.. może pani jeszcze raz powtórzyć? – zapytałem z małą nadzieją. Nikt nie lubi powtarzać dwa razy, nikt. Jej odpowiedzią było przewrócenie oczami. Haloo, czy teraz nie powinna się odezwać moja przyjaciółka Chan? Oczywiście, że nie, bo stała wpatrzona w podłogę. Co oni jej robią? Zamknęła się w sobie, a mi nie podoba się takie coś.
-Jak już mówiłam.. przejdziecie przez testy. Każdy z was ma ustawiony indywidualnie, na podstawie przeprowadzonych wcześniej badań. Jeśli wynik wyjdzie pozytywny.. czeka na waszą dwójkę miła niespodzianka.
-Wow.. – wyrwało się Chince. Brawa! Chani przemówiła słówkiem! Gratulacje! Ugh..
-Zaczynamy? – głowami skinęliśmy. –Dobrze, Clifford… będziesz pierwszy. Radzę tobie skupić się i to bardzo. Nie będzie tam żadnych ułatwień, ściąg. Nic, zero. Musisz być psychicznie przygotowany na wszystko.
Po tych słowach wszedłem do jakiejś komory. Jak to „cudo” się nazywa? Nieważne. Przede mną pojawiły się ekrany. „Wo hoo nowoczesna technologia.. a czy aby mnie to nie naświetli przypadkiem?”
-Skup się! – usłyszałem przez głośniki. Ok, ok, momencik, przecież muszę ogarnąć sytuację tak? Nie od razu odnajdę.. w tym czymś. Dobra.. ekran po lewej, po prawej.. ja pierdole co to jest?
Potem nastała cisza. Zdezorientowany okręciłem się wokół własnej osi. Nie żebym miał jakieś uwagi, ale nie lubię ciemności. „To tylko test.. spokojnie.. kurwa, mam stracha no!” pomyślałem zaraz przed rozjaśnieniem jednego monitora. Scenka w komputerze przedstawiała moje dawne czyny. Za Chiny nie wiem skąd oni to mają. Byłem tam z Ashtonem.. przełknąłem ślinę, kiedy dawny ja skopał niewinnego dzieciaka. Widząc samego siebie zauważyłem jaka agresja wstępowała we mnie.. podczas..
-Dosyć, błagam niech nastąpi koniec.. – wyszeptałem widząc kolejny filmik. Chyba te materiały pochodzą z miejskich kamer. Ej.. jeżeli to prawda.. czemu nie wylądowałem w więzieniu? Posiadam skończone 18 lat. Nic nie rozumiem. Późniejsze sceny ukazywały.. koszmary.
Pojawienie się twarzy Tylera spowodowało takie przerażenie.. zacząłem.. nerwy. Cholera nadal się go boję. Tyle, że.. na tym polegał test. Sprawdzić, czy poradziłem.. pokonałem lęki.
-Nie jesteś prawdziwy! Jesteś taki sam jak wytwór mojej chorej wyobraźni! Dość! Nie będziesz.. nawiedzać.. umysłu.. nigdy! – wrzasnąłem w końcu. Chcę stąd wyjść, uciec.. cokolwiek!
(…)
-Tak myślę. Powinna pani przyjechać do nas już w następnym tygodniu. Przetrzymamy go jeszcze te kilka dni – o kim była mowa? O mnie? O jakimś innym pacjencie? Dowiem się niedługo.
Siedzenie przed gabinetem lekarskim wraz z milczącą Chan było strasznie niezręczne. Nie ma pomiędzy nami tej więzi co dawniej. Wraz z jej operacją.. kawałek osobowości zniknął.. przepadł.
Niemo wpatrywała się w swoje dłonie. Ta cisza.. stworzyła pomiędzy nami barierę, na którą nie miałem żadnego pomysłu, aby pokonać. Powoli się kończy..
-Co jeśli powiedzą nam, że niedługo nas wypuszczą? Gdzie się udasz? – zapytałem cicho. Brak mi siły na cokolwiek.
-Rodzice mnie zabiorą i mój koszmar zacznie się od nowa. Nic nowego. – westchnęła.
-Clifford, Stanley. Za pięć dni jesteście wolni. – odparła dyrektorka wychodząc na korytarz.

Jestem wolny… jestem wolny! Siedzenie w psychiatryku za te kilka dób.. zakończy wszystko. Cała historia. Która na początku nie miała swojego zakończenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz