sobota, 17 października 2015

Rozdział szesnasty.

Rozdział 16 – Uwolnij mnie.
Ktoś gdzieś biegał, krzyczał różne słowa. Tak właśnie zaczynał się każdy dzień. W.. wariatkowie? Nie nazwałbym tego miejsca takim słowem. Tyle rzeczy, tyle sytuacji wydarzyło się tutaj. Przyjaźnie, zagrożenie życia. Pozbycie się „bagażu emocjonalnego”. Nigdy bym wcześniej nie pomyślał, aby.. nieważne. Moje wcześniejsze zachowanie było karygodne. Przeklinałem, wdawałem się w bójki. Do tego nasiliły się głosy w głowie. Oszalałem? Diagnoza należy do lekarzy.
-Michael! O, tu jesteś. Ej, o co kaman? – zapytał Ashton, wchodząc do mojego pokoju. Wcześniej otrzymałem jakąś walizkę, abym spakował te parę ciuchów. Myślami byłem gdzieś indziej..
-Opuszczam.. wyjazd..
-Kurde, serio mówisz? – ok, dlaczego to zdanie tak dziwnie zabrzmiało? Nie żebym coś do tego miał…
-Yep, Minęło pięć dni i dzisiaj matka przyjeżdża zabrać mnie do domu. – na same słowa uśmiechnąłem się. Wolny.. prawie przed swoimi dziewiętnastymi urodzinami. Mi pasuje taki układ.
-Jest szansa, że zobaczysz starego kumpla za dwa miesiące? – czy on coś sugeruje?
-Ash oświeć swoim blaskiem, proszę – wywróciłem oczami.
Niepewnie usiadł na łóżku Chan i opowiedział o swoich wynikach badań. Dali mu 60 dni na poprawę, jeśli nie spełni tych warunków, czeka go dłuższy pobyt.

Prawie wychodząc z… pokoju gdzie spędziłem… różne chwile, zostawiłem jedną rzecz. Nie chcę, aby to coś ciągnęło się za mną. Sam wiem jakie postępy zrobiłem, naprawdę nie musiałem mieć przy sobie żadnych dowodów. Lecz.. zanim całkowicie wyszedłem na korytarz, napisałem na pierwszej stronie taki jakby cytat. Zdanie, które mniej więcej opisało cały okres.
(…)
Tik tak, tik tak. Siedziałem na krześle w holu. Ah pamiętne wprowadzenie. Szedłem wraz z ochroniarzami, bo byłem uznawany za „niebezpiecznego”. Ha ha. Kiedyś będę z żartował z tej sytuacji. Po przeciwnej stronie siedziała dziewczyna. Osoba, która pomogła mi w dużym stopniu. Częściowo zwalczyła moje nerwy. Teraz… wydawała się taka obca. Ubrana już w normalne ciuchy, wzrok skupiła na swoich dłoniach. Wiem co wydarzyło się, ale żeby aż tak mnie odtrącać? Nie rozumiem.
-Chantelle, Michael. Wasi rodzice powinni się zjawić w ciągu piętnastu minut, prosimy was o cierpliwość. – odezwała się młoda recepcjonistka. Niesamowite.
Minęło kolejne dziesięć, a my nadal nie zamieniliśmy ani jednego słowa. Nic. Podparłem głowę o lewą rękę. Taka smutna.. liczyła pewnie, że ktoś inny ją odbierze, nie rodzice. Czasami po prostu bywa. Jedni mają idealne… przegiąłem, dobre kontakty z nimi, a inni już nie za bardzo. Nie jest takie łatwe jak się wydaje.
-Chan… chciałbym Ci podziękować, za wszystko co dla mnie zrobiłaś. Gdyby nie ty, nie byłbym dzisiaj w tym miejscu. – szybko powiedziałem, mając nadzieję „o! zignoruje kolejną próbę nawiązania rozmowy!”.
-Nie ma sprawy.. przepraszam za swoje zachowanie. – usiadła przodem w moją stronę. –Jestem załamana po informacji, że jednak mama z ojcem przyjadą tu. Problemy… one powrócą, jeśli przekroczę próg domu. Znowu będę obwiniana za rzeczy, których nie popełniłam. Chyba powinnam dostać w ośrodku jakieś stałe lokum. Wykończę się.. psychicznie. – po raz pierwszy tyle powiedziała. Lekko zszokowany słuchałem w skupieniu. Bała się. Co ja mogłem poradzić? Zabrać ją… ej, nie taki głupi pomysł…
-A gdybyś… zamieszkała u mnie? Pewnie…
-To się nie uda. Szanse są zerowe.. – westchnęła.
-Uwierz mi, że nie – chwyciłem ją za rękę. –Jesteś pełnoletnia, decydujesz o sobie. Jak chcesz moja rodzicielka może porozmawiać z twoimi. Zobaczymy co z tego wyniknie. – pocieszyłem na tyle ile umiałem. Wierzmy w cuda.. czasami one się spełniają.
-No i co, że jestem pełnoletnia? Niestety sama w życiu.. nie dam rady.
(…)
1-0 dla Clifforda! Nie posiadałem się z radości, gdy rodzice Chan zgodzili się, żeby zamieszkała u mnie. U mnie, nie tam gdzie mieszkałem wcześniej. Podobno mój ojciec kiedy dowiedział się, że jego jedyny syn wylądował w zakładzie dla psychicznych „nawrócił się” i wrócił do kraju. Brawo! Tyle.. za późno. A co gdybym mu powiedział o wcześniejszych wybrykach? Przyjechałby od razu, ehe. Chyba ma jakiś zastój w pracy.
-Zabrałeś wszystko? – pokiwałem głową. –Jesteś w stu procentach pewny? – potwierdziłem kolejnym kiwnięciem. –No dobrze.. w takim razie. Chcę pani pogratulować takiego syna. Jeszcze nikt nie przeszedł terapii w przyspieszonym leczeniu. Miejmy nadzieję, że nie będziemy musieli ponownie przyjmować Michaela. – dyrektorka uścisnęła dłoń z moją matką.
Odchodząc w towarzystwie przyjaciółki, na moment się obróciłem. Znajdą mój pamiętnik czy też nie?


Perspektywa innej osoby.
Pracowałam tutaj przez kilka miesięcy, od tak jako pomoc w sprzątaniu po „ubytkach”. Cóż, jestem jedynie studentką, która dorabia w weekendy. Dzisiaj otrzymałam pokój, gdzie osoba opuściła go parę godzin temu. Kto wie, kto tam był, przeżywał różne chwile. Oj Charlie o czym ty myślisz. Po przekroczeniu progu dopadła mnie ciemność. Nie żeby ktoś wziął siekierę i walnął w tył głowy kijem bejsbolowym, bo mam słabą orientację, o nie nie. Zasłony, w dodatku ciemne dawały taki efekt.. straszny. Zmuszona nieswoim klimatem podeszłam do okna i wpuściłam trochę światła do pomieszczenia. No i o wiele lepiej. Hmm.. nie jest za dużo do sprzątania… generalne czysto. „Heaters gonna hate hate hate, baby I’m just gonna shake shake shake” Ugh.. ta piosenka Taylor Swift nie potrafi się odczepić od samego rana, odkąd włączyłam radio w aucie. „That’s what people say mm mm” Nie noo! Czas na przystąpienie do roboty, a nie na wygłupy!
Związałam swoje blond włosy w kitkę i na palce, dłonie.. wiadomo o co chodzi, nałożyłam białe rękawiczki. „Nie dotykaj niczego bez ochrony rąk” Taa.. jakby roiło się tu od bakterii. Wywróciłam oczami. Zaczęłam od łóżka pod oknem. Raz dwa, wymieniłam czy raczej zmieniłam pościel, zaniosłam do pralni na dole i wróciłam z powrotem. To drugie okazało.. było trochę bardziej zaniedbane. Największy szok przeżyłam, kiedy znalazłam na biurku zeszyt, pamiętnik. Specjalnie został zostawiony lub… komuś nie chciało się nosić wspomnień ze sobą.
Otworzyłam na pierwszej stronie. Starannym pismem było napisane.
                „16.09.2014r. Rzeczy napisane tutaj mają swoją wartość. W tym pokoju mieszkałem wraz z Channtelle Stanley. To co wydarzyło się w tym ośrodku, razem z nim zostaje. Cieszę się, że znalazłaś/eś mojego terapeutę. Tak właśnie nazwałem coś w czym kazano zapisywać mi wszystko. Poznasz mnie, chodź nie do końca od najlepszej strony, przepraszam, od tej najgorszej.
Dzisiejszego dnia.. wystraszyłam się. Gorsze… co? Nie ogarnęłam do końca, lecz.. przewróciłam dalej. Zapisy z planu dnia, rozmowy odbywane z innymi, mowa o jakiejś dziewczynie, w której On się zakochał. Chwilka.. jak ten chłopak miał na imię? Nie zauważyłam. Szukałam wskazówki. „Mikey”. Em.. jakie imię tak się skraca? Charl myśl, łatwe, łatwe.. Michael! Jego imię brzmi Michael! Czekam na brawa. Niby nic szczególnego nie znalazłam, ale na kilku kartkach było… były słowa.. z deka przerażające.. zapisane drukowanymi literami. „UWOLNIJ MNIE”.
Tylko.. co to oznaczało? Nie zastanawiając się pobiegłam do pani dyżurującej na korytarzu. Musiałam to powiedzieć. Dlaczego te wpisy.. ojej.
(…)
-Charlotte, właśnie odnalazłaś własność Clifforda. –Clifford? Serio? Dam sobi rękę uciąć, że słyszałam gdzieś ten wyraz. „Clifford to duży czerwony pies..”. Aha, skojarzyło mi się z bajką, niefajnie.
-Co mu było? Nie rozumiem tych czerwonych..
-Miewał naprawdę straszne zaburzenia z psychiką. Z dokumentacji wiem to, że miewał sytuacje, w których jego umysł nachodziły szepty. Jak w egzorcyzmach, tyle że nie miało to wpływu, nie kontrolowały jego ciała. Również nie panował nad nerwami. Więcej ci nie mogę powiedzieć. – zakończyła rozmowę pani Snow. Cicho westchnęłam i udałam się do wyjścia.
Kolejna straszna nowina. Nie dam rady dalej dłużej dorabiać.. dam sobie zakaz wnikanie w cudze historie, ponieważ zaczynam się przejmować obcymi ludźmi. Trochę nielogiczne, ale da się przełknąć.

Od pani Foster dostałam klucz. Moim ostatnim zadaniem było przygotowanie sypialni, jakby nigdy tam nikt nie przebywał. W dwie godziny uporałam się, lecz w bardzo powolnym tempie. Przez sześćdziesiąt minut czytałam..
Szkoda, że nie ma żadnego kontaktu. Jestem mega zaciekawiona co wydarzy się w dalszym życiu tego chłopca. Założy rodzinę? A może powróci. To drugie odpukać.
Zamykając drzwi spojrzałam ostatni raz.

„Nie wiem kim jesteś nieznajomy Cliffordzie, ale życzę Ci wszystkiego dobrego w nowym życiu. Żebyś miał dużo szczęścia, oraz nie wpadł w jakieś poważne kłopoty.
               Z poważaniem ja, Charlotte Davis, dziewczyna od sprzątania.”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz